Olikkk super dziękuję za korektę tytułu, przynajmniej jest teraz wiadomo o co chodzi w moim przypadku

Anetto , niestety nie za wiele będę Ci mogła pomóc w Twych problemach urologicznych, bo nie mam na Twój temat potrzebnej wiedzy. Jedną rzecz mamy wspólną bardzo częste wizyty w toalecie ja czasami w ciągu 5 minut i 3 razy bywam.
A co do raka piersi, 2 dni temu miałam mamografie i na szczęście wszystko fobrze jest .
Dziś przeglądając forum , zdałam sobie sprawę jak mały jest mój problem w porównaniu z tym co przechodzą inne forumowiczki . Historia Livki i Reni wywołała u mnie straszne refleksje, dlaczego tak młode osoby, musiały przegrać, a tak walczyły i zostały małe dzieci ...ech ;(Poleciały mi łzy, chociaż nie znałam tych dziewczyn ...
Jeżeli ktoś ma cierpliwość , by poczytać o mych zmaganiach, to napiszę trochę , chciazż na pewno to będzie trudne do ogarnięcia .
Od ponad 10 lat leczyłam się farmakologicznie u urologa na pęcherz naderaktywny. Leczenie nie przynosiło skutków, czasami bywało ciut lepiej. Zmieniałam urologów i bez widocznych zmian. Noce nie przespane, bo co pół godziny wędrowałam do toalety.
Oczywiście stosowałam techniki behawioralne służące zwiększeniu pojemności pęcherza i obniżeniu częstotliwości oddawania moczu.
Moja pojemność pęchera to 180 ml.
W lutym 2013 moja ginekolog skierowała mnie do szpitala. Tam wykonano mi badanie urodynamiczne i lekarz uznał, że pomóc może mi ostrzyknięcie pęcherza botoksem. Ponieważ ten szpital tego nie robił, dostałam skierowanie do klinki . Tam zrobiono mi cytoskopię i ordynator stwierdził u mnie mieszaną inkontynencję (WNM i OAB). Botoks poszedł w zapomnienie i zaproponował mi operację metodą TVT. Ja pełna wiary w to co mówi lekarz poddałam się operacj 27 lutego 2013roku. Podobno najprostszy zabieg w urologii. 28 lutego po zdjęciu cewnika nastąpiło u mnie pooperacyjne zatrzymanie moczu( 1 litr ) .Ponownie założono mi cewnik . Po południu tego samego dnia , lekarz próbował korekcji zbyt mocno wszytej taśmy i niestety taśma mu się zerwała ( co podobno było drugim wypadkiem w historii 20 letniej wszczepiania tych taśm o którym słyszał ordynator).
Jak w innym poście wspomniałam taśmę po nieudanej korekcie, lekarz wyrwał mi w 4 ruchach na żywca, mówiąc tylko, że będzie bardzo nieprzyjemnie. Na moje pytanie co mi zrobił, kazał wyciągnąć siostrze z kosza zakrwawioną taśmę .
Nie padło z jego ust ani jedno słowo wyjaśnienia, czy słowo przepraszam, tylko to, że następnego dnia mam mieć powtórzoną operację .
Ja cała zaryczana z bólu, pobiegłam do męża, który był w tym czasie w szpitalu i poszliśmy porozmawiać z lekarzem, który nas zapewnił, że wie jak wyregulować napięcie taśmy.
Operację drugą, miałam 1 marca 2013 roku, wykonaną przez tego samego lekarza, powtórne wszczepienie taśmy TVT. Po powrocie do domu, zaczeły mi się kłopoty z opróżnianiem pęcherza, zostawał mi mocz w pęcherzu . Chodziłam od lekarza do lekarza, którzy mnie zapewniali, że wszystko się ureguluje.
Doszło do sytuacji, że w ogóle nie umiałam opróżnić pęcherza . Przez przypadek , robiąc nasiadówkę , odkryłam, że w pozycji leżącej spływa mi mocz. Po prostu woda na nasiadówkę była zbyt gorąca i ja się położyłam na ziemi z miską między nogami i wyciągniętymi rękoma do przodu i wtedy poczułam wreszcie ulgę, że opróżnia mi pęcherz. Początkowo myślałam, że to zasługa nasiadówki, że mi rozluźnia pęcherz, lecz póżniej okazało się, że to leżąca pozycja . Tak oddawałam mocz przez ponad 3 tygodnie, leżąc i rycząc z upokorzenia na podłodze ;(
Robiłam bilans moczu i mój rekord po operacji to 53 razy kładzenia się na podłodze w ciągu 24 godzin.
12 kwietnia 2013 roku, wreszcie operacyjnie przecięto u mnie taśmę TVT( była to moja trzecia operacja). Po wybudzeniu z narkozy lekarz mi oznajmilł, że za pół roku muszę się poddać operacji podniesienia pęcherza . Nadmienię tylko, że gdy
przyszłam w lutym do szpitala , pęcherz miałam nie obniżony .
W Niemczech pacjent ma prawo po nieudanych operacjach, do bezpłatnej analizy swego przypadku przez niezależnego rzeczoznawcę . Skorzystałam z tego prawa i w marcu tego roku dostałam opinię, że zostałam źle zdiagnozowana, że nie mam WNM, a cierpię tylko na pęcherz naderaktywny . Operacje TVT nie powinny być u mnie przeprowadzone, a wrecz przy pęcherzu takim jak mój są szkodliwe, bo jeszcze bardziej taśma podrażnia pęcherz.
Sprawa wylądowała u adwokata.
W październiku 2013 roku przeprowadzono już w innej klinice plastykę przedniej i tylnej ściany pochwy . Zabieg odbył się bez komplikacji . Spotkałam tam wspaniałą ordynatorkę, która zaczęła mój pęcherz leczyć ponownie farmakologicznie, bo powiedziała, że już kolejna operacja w moim przypadku jest niebezpieczna. Przez rok byłam co miesiąc konsultowana w klinice, wypróbowałam wszystkie dostępne środki farmakologiczne( tabletki, plastry) bez rezultatu . Ja prawie dosłownie, zamieszkałam w toalecie, gdzie spędzam ogrom czasu .
Po konsultacji mego przypadku zdecydowano się jednak, na operację u mnie ( piąta z rzędu ) , była to denerwacja pęcherza i w wyniku komplikacji usunięta macica z szyjką(opisana w wątku początkowym ). Czekam tylko na 25 listopada , kiedy lekarz zadecyduje o dacie wyjęcia stentöw i tylko żyję nadzieją, że to one powodują parcie na pęcherz jeszcze większe niż przed denerwacją pęcherza . Szczególnie silne parcie i ból odczuwam w pozycji stojącej, nie ma mowy bym wyszła z domu, bo co chwilę latam do toalety.
Po usunięciu macicy czuję się dobrze i nie mam żadnych komplikacji. Po operacji miałam przez 2 dni pompkę z morfiną i mogłam sobie sama dozować w razie potrzeby . Nie odczuwałam żadnych wzdęć i nie miałam gazów . Jedynie co mnie trochè jeszcze martwi to guz wielkosci pestki od brzoskwini, jaki mam na nodze po zastrzyku przeciw zakrzepicy . Mam nadzieję, że ten guz się wchłonie z czasem . Brałam wielką ilość zastrzyków i nigdy nie miałam takich komplikacji.
Przepraszam Was Dziewczyny Kochane , za mój przydługi monolog i pozdrawiam serdecznie



mam nadzieje ze z tego wyjdziesz ,życze Ci z całego serca 





.