19.07 o 8:30 usłyszałam o swoim raku. Zebrałam się wtedy w sobie i pojechałam do hotelu poprowadzić trzydniowe szkolenie od 10:00. Dziś, po 8 miesiącach, przyszło mi poprowadzić to samo szkolenie, z tym samym wspoltrenerem, w tym samym hotelu i w tej samej sali. I jak tam weszłam, rozłożyłam materiały to mnie sparaliżowało. Ta mysl, ze to powtórka z rozrywki, ze zaraz się okaże, iż coś jest znów nie tak... po chwili się ogarnelam, puściłam muzykę i już było lepiej. Ale zadzwoniłam do administratorki z prośba, żeby już nigdy nie brała mi tej sali. Takie głupoty czasem sprawia mi głowa. Nigdy nie wiem jaki impuls sprawi, ze ten już przecież ogarnięty ból i strach znów się pojawia i jak robak drąży dziurę w sercu. Oswajam go powoli, po trochę obłaskawiam i mam nadzieje, ze za jakiś czas nie będzie mnie zaskakiwał. Pozwolę mu przyjść "na herbatkę", bo mam świadomość tego, ze pewnie będzie ze mną już zawsze, ale chce żeby przychodził wtedy, kiedy ja znajdę czas
