
Jestem, jestem, nie zniknęłam, choć do Syrenkowa rzeczywiście ostatnio nie zaglądałam.
hopeless, basia65, ismena, olikkk, dziękuję Wam serdecznie za zainteresowanie i troskę
hopeless, upały uwielbiam, choć nie ukrywam, że po ostatnich przebojach zdrowotnych czułam się w ich czasie jak staruszka, ale i tak nie chciałam, żeby się skończyły, a tu masz - deszcz i ochłodzenie, czyli koniec wakacji.
Po wyjściu z dermatologii pojechałam na kilka dni do mamy i tam wyciągnięta na ustawionym w cieniu leżaku odpoczywałam sobie całymi dniami. Wróciłam na wizytę kontrolną u dermatologa, o której miałam tu napisać, ale w domu zaskoczyło mnie nieplanowane, choć potrzebne malowanie kuchni i wszystko, oprócz wizyty, na którą zapomniałam zabrać skierowania, z głowy mi wyleciało. Na szczęście pani doktor była na tyle wyrozumiała, że pozwoliła mi wrócić do domu po skierowanie i przyjechać do niej raz jeszcze, a gdy opowiedziałam jej swoją historię choroby stwierdziła, że po takich przejściach jak moje, to nic dziwnego, że skierowania zapomniałam.
Wszystko idzie ku dobremu. Dzięki przepisanemu przez panią dermatolog Dexapolcortowi (aerozol) i okładom z Borasolu, róża na nodze już niemal przekwitła, choć dokładnie miesiąc temu wyglądała tak, jak na poniższym zdjęciu
![IMG_20150729_084407[1].jpg (88.2 KiB) Przeglądane 2385 razy IMG_20150729_084407[1].jpg](./download/file.php?id=2529&t=1)
- Róża w najpiękniejszej fazie rozkwitu
![IMG_20150801_070644[1].jpg (60.63 KiB) Przeglądane 2385 razy IMG_20150801_070644[1].jpg](./download/file.php?id=2530&t=1)
- Róża w dniu wypisu
Dzisiaj już jej w zasadzie nie widać, choć jeszcze czasem prawy kapeć się na nodze odciśnie i prawy but trochę uwiera, a noga nieco pobolewa przy smarowaniu Medidermem.
W niedzielę 23.08 zostałam zaproszona na urologię na usunięcie lub wymianę cewnika DJ. Padło na wymianę, bo USG wykazało nadal powiększony UKM. Zabieg miał być w poniedziałek, ale że na ten dzień było zaplanowanych już siedem zabiegów, to na poniedziałkowym porannym obchodzie ordynator zadecydował, że będę go miała we wtorek i kazał dać mi jeść.Ledwo zjadłam śniadanie na salę wpadł lekarz i pyta: "Zjadła pani?" - "Tak." - odpowiedziałam - "No to do jutra." - powiedział i tyle go widziałam. Widocznie coś im się po obchodzie odmieniło, bo pani, która była była operowana jako pierwsza mówiła, że na bloku była mowa o ośmiu, a nie siedmiu zabiegach. Trochę byłam zła, ale na dobre wyszło, bo przynajmniej dostanę parę groszy z ubezpieczenia grupowego za pobyt w szpitalu (ale ze mnie materialistka, prawda?) Za to we wtorek poszłam na stół jako pierwsza. Panie z mojej sali (jedynej kobiecej, cztero-, a przez chwilę i pięcioosobowej), które były operowane w poniedziałek, opowiadały o jakimś bardzo sympatycznym pielęgniarzu anestezjologicznym, który im wszystko przed zabiegiem dokładnie w kwestii znieczulenia objaśniał - i ja na niego trafiłam i bardzo miło nam się gawędziło, na moją prośbę (i jego sugestię) trzymał mnie przy wkłuciu w kręgosłup, a w zasadzie dwóch, bo pierwsze było za płytkie. Anestezjologiem okazała się być pani doktor, która w mojej przychodni jako pierwsza zdiagnozowała u mnie różę - czy lekarze naprawdę nie mogą trzymać się jednego miejsca pracy, tylko muszą łapać kilka srok za ogon? Odwiedziła mnie też na sali pooperacyjnej, bo była ciekawa losów mojej róży.
Może to rzeczywiście kwestia rodzaju znieczulenia, ale tym razem po zabiegu pęcherz moczowy nie dawał mi się tak mocno we znaki, przynajmniej dopóki nie wróciłam w środę do domu. Zaczęło się od osłabienia (żeby tak się zmęczyć kilkoma krokami do i z autobusu i około piętnastominutową jazdą- nieprawdopodobne), potem przyszło bolesne parcie, do którego dołączyły bolesne kurcze i w tym towarzystwie musiałam trwać do wczorajszego poranka. Wczoraj i dziś bolesne są tylko wizyty w toalecie, po których robi mi się trochę słabo - tego jeszcze nie przerabiałam. Mam nadzieję, że przez weekend dojdę do siebie. Trochę wkurzył mnie ordynator, gdy zapytałam go o zwolnienie poszpitalne. "A po co? Taka operacja, to nie operacja - wyjęliśmy jedną rurkę, włożyliśmy drugą i po sprawie." No tak, dla niego po sprawie, a to mnie przez około dwa tygodnie będzie sikanie bolało. Dostałam dwa dni zwolnienia poszpitalnego - do dzisiaj, ale na szczęście jestem jeszcze na urlopie, więc nie muszę w poniedziałek wracać do pracy, choć w związku z planowanymi zmianami i związanymi z nimi przeprowadzkami, mogą mnie wezwać wcześniej.
Dzisiaj byłam na pierwszym w życiu USG piersi i okazało się, że w lewej mam trzymilimetrową torbiel, ale lekarz-radiolog, który przeprowadzał badanie powiedział, że wszystko jest w porządku. Poczytałam trochę o torbielach i dowiedziałam się, że ich główną przyczyną jest zaburzona gospodarka estrogenowo-progesteronowa, czyli coś, co w mojej sytuacji na pewno występuje.
No i tyle wieści na dziś - pozdrowienia i uściski dla całego Syrenkowa - nawet jak się nie odzywam, to cały czas jestem myślami z Wami
