Na imię mam Krystyna i mam 49 lat . Moja historia jest bardzo skomplikowana. Od lat choruje na pęcherz naderaktywny. Zostałam źle zdiagnozowana.
Jestem po 5 operacjach urologicznych ( od lutego 2013). Operacje kolejne były następstwem, źle przeprowadzonej pierwszej operacji ( TVT).
Nie będę się na razie wdawała w szczegóły, bo to nie to forum, a jest co opowiadać.
Ostatnia moja operacja miała miejsce, 20.10.2014.
Pierwotnie miała polegać na przecięciu określonych nerwów w pęcherzu, które uciskają na mój pęcherz . W czasie operacji nastąpiły komplikacje, wdał się duży krwotok, podobno odpowiedzialne były za to zrosty ( grube jak palec).
Dla ratowania życia... Usunięto mi ZDROWĄ macicę i szyjkę macicy. Był to szok, gdy obudziłam się po operacji i dowiedziałam się , że jestem bez macicy . Rozumiem konieczność ratowania życia, jednak
z taką ewentualnością się nie liczyłam ( bo nie miałam żadnych dolegliwości w tym zakresie)
Obecnie... 3 tygodnie po operacji czuję się fatalnie, mam jeszcze większe parcie na pęcherz niż dawniej . Liczę tylko, że to nieustanne parcie powodują stenty moczowodowe, które mi wszczepiono na 6 tygodni .
To tyle mojej historii w skrócie, pozdrawiam ciepło z północnych Niemiec- Krysia


Czy przed zabiegiem ktoś wspominał o takiej możliwości? Podpisywałaś zgodę na ewentualne usunięcie macicy? Mam wrażenie, że im coś nie wyszło i uszkodzili macicę, gmerając przy pęcherzu. Krwotok sam z siebie nie powstał, musieli coś dziobnąć.

czy jest jakakolwiek czyjaś wina, 
.
usunięta macica 1 marzec 2011.łódzkie..1965..








