Olikkku zdecydowanie Ktoś nade mną czuwa. Pomimo tylu przeciwności losu zawsze znajdzie się przy mnie jakaś Dobra Dusza, która wyciąga w moją stronę pomocną dłoń

Moja mama mówi, że urodziłam się w czepku - może to też robi swoje

A co do mojego limitu cierpień - no cóż, obawiam się, że to jednak jeszcze nie koniec i mój limit wyczerpie się dopiero po operacji autoprzeszczepu. Ponoć znów będą mnie kroić po starej ranie (to już 3 raz!) a być może i zrobią dodatkowe cięcie na boku. Obawiam się, że ból pooperacyjny będzie porównywalny do tego sprzed roku, bo ta operacja będzie również rozległa. Mimo to - nie myślę narazie o bólu. Mało tego - postaram się nawet z przyjemnością go przyjąć i przeżyć, byle tylko była to już ostatnia rzecz w moim dążeniu do zdrowia. A potem..... Hulaj Dusza

Odbije sobie cierpienia ostatniego roku po wsze czasy

I mam nadzieję w końcu zaliczę Syrenkowe spotkanie i wyścikam Was wszystkie po kolei i każdą z osobna
