przez MałaMi1980 » 1 kwi 2014, o 13:08
Cześć dziewczynki. Dzisiaj wróciłam ze szpitala. Nie pisałam do Was, bo.... No właśnie... Jak Wam zaraz wszystko opiszę to nie uwierzycie. Nie ma chyba bardziej pechowej osoby na świecie ode mnie. Bowiem miałam operację - oj miałam. Ale nie rozwiodłam się z Wackiem. Na dzień przed rezonansem magnetycznym, który miał ostatecznie potwierdzić w jakim stanie jest moczowód i czy nerkę da się uratować dostałam.... skrętu jelit. Czaicie? Ja powinnam chyba mieć na imię Pechowa. Pobolewania brzucha zaczęły się w sobotę - po badaniu moczowodu pod narkozą. Wtedy się dowiedziałam, że brakuje go aż 15 cm i raczej nie ma szans żeby go uratować. Ostatecznie miał to potwierdzić wtorkowy rezonans. Moje bóle brzucha od soboty nasilały się coraz bardziej. Nie pomagały środki przeciwbólowe. Męczyłam się tak cały week, bo lekarzowi na dyżurze ani na myśl nie przyszło, żeby zrobić mi chociaż USG (aparat dostępny na oddziale 24/h). Stwierdził, że histeryzuje. Uratowało mnie to, że w nocy z poniedziałku na wtorek miał na urologi dyżur... chirurg, bo gdyby nie to - prawdopodobnie już bym do Was nie pisała. Nie zbagatelizował moich dolegliwości tylko od razu zrobił USG i prześwietlenie, które wykazało, że mam niedrożność jelit. Niestety niewiele pamiętam z tego co działo się potem, bo byłam w takim stanie, że pielęgniarki wezwały do mnie księdza. Pamiętam tylko że ocknęłam się jeszcze na stole operacyjnym a potem już na sali pooperacyjnej. Mówię Wam dziewczyny - masakra. Pociachali mnie po starej ranie, ale i tak cieszę się, że żyje. Dlatego do Was nie pisałam. Przez 2 doby leżałam na sali pooperacyjnej, a potem jeszcze z sondą nosowo-żołądkową. Praktycznie przez 5 dni byłam jak dętka. W miarę dobrze czuje się tak od soboty.