Linanna, nie pieszesz, jaki jest wynik hp, bo to jest bardzo ważne. Jeśli nie ma żadnych zmian nowotworowych, a krawienia ustąpiły albo są coraz mniejsze, to by oznaczało, że to po tym zabiegu coś zostalo mocno naruszone, a teraz się goi. Lekarzom nie wszystko wychodzi, w końcu to ludzkie ciało.
Pytasz, jak sobie radziłam. Nastawiłam się na przetrwanie. Brałam bardzo dobre żelazo Sorbifor dwa razy dziennie.
Miałam dwa dni krwotoczne miesiączki.
Jak bylam w domu, bylo mi latwiej przetrwać,
a jak szlam do pracy, to wkladalam tampon xxl,
pół malej paczki waty i podpaskę xxl. Wystarczalo na 2,3 godz. i zmiana.
Jadlam dodatkowo batoniki, żeby jakoś przetrwać...czasem miesiączka przedlużała się i trzeciego dnia leciały skrzepy....
Ale dało się przetwać. Byłam przez kilka dni slaba, ale potem już czułam się dobrze.
Nie wiem, czy to było mądre, ale tak się nastawiłam psychicznie po tym, jak lekarka po pierwszym łyżeczkowaniu w 2014r powiedziała mi, że znależli dużego guza. a w wyniku nie bylo
nic o rzekomym guzie. Zapalilo mi się czerwone światlo, że chcą mnie operować i nastraszyli, że mam guza.
Myślalam, że dotrwam do menopauzy, a potem mięśniaki się zasuszą.
Dopiero pod koniec 2017 dwa miesiące nie miałam miesiaczki, a jak się pojawiła, to ciagnęła się dwa miesiące. Weszłam w okres przedmenopauzalny. Poszłam do innego lekarza, dostałam leki przeciwkrwotoczne, ale one niewiele pomagały. Przeżyłam i miałam zrobione kolejne łyżeczkowanie. Wynik i tym razem był dobry. Lekarz przepisał mi Qlairę, która ustabilizowała miesiączki, ale spowodowała, że mięśniaki urosły bardzo i po 1,5 roku musiałam poddać się operacji.
Wiem, że są plastry, które pomagają ustabilizować miesiączki, ale wyleciała mi nazwa z głowy.
Pytaj, zawsze Ci odpiszę.
