Huguś, Stynko - u mnie było tak, że zaraz po zrobieniu tomografu podeszła do mnie pani z takim czymś - jakby piórkiem - cyk, cyk, cyk, cyk - i zrobiła mi cztery kreseczki - dwie po bokach bioder, jedną na podbrzuszu i jedną nad pępkiem. One są mało widoczne, ale z pewnością zostaną ze mną na zawsze. Nie miałam żadnych znaczeń markerem. Nie wiem, czy będę miała jakąś maskę. Możliwe, że tak, ale na razie nikt nic na ten temat nie mówił. Mam siedzieć w domu i czekać na telefon z początkiem stycznia, może po Trzech Królach. Fajnie, bo teraz sobie odpoczywam, śpię, jem, relaksik pełny
Wczoraj skończyłam brać zastrzyki z clexany. Nareszcie.
Poza tym w noc Wigilijną miałam ciekawy sen: śniło mi się, że przedzieram się przez dżunglę i dochodzę do wielkiej przepaści całej porośniętej po stromych bokach roślinnością z wartko płynącą rzeką na samym dnie. Nad przepaścią przerzucony jest wiszący chybotliwy mostek, a ja wiem, że muszę się przedostać na drugą stronę. Wchodzę na mostek, modlę się i idę, idę cały czas się modląc...w końcu spokojnie przechodzę na drugi brzeg. Budzę się bez lęku. Taki w sumie dobry, pozytywny sen.
