Forum nie zastępuje lekarza. Nie traktuj rad jako diagnozy.


i cóż.... ja miałam mięśniakowatą macicę, w ubiegłym roku byłam operowana. Niestety nie mogłam mieć wcześniej terapii hormonalnej zmniejszającej mięśniaki, bo miałam guza na jajniku, po operacji się okazało, że mój gin miał nosa i dobrze, że nie przepisał mi hormonów tylko na tą operację wysłał. Tu jest wiele wątków, gdzie dziewczyny piszą, że terapia hormonalna nie pomaga bądź na chwilę odwleka zabieg. A do tego jest droga. Są też wątki o alternatywnych metodach leczenia mięśniaków na przykład embolizacja , poczytaj. A może wybierz się do innego lekarza ginekologa, tu wiele dziewczyn tak robiło, żeby potwierdzić bądź nie diagnozę, żeby dowiedzieć się o innych niż operacja metodach leczenia. Z dzisiejszego punktu widzenia jestem wdzięczna mojemu lekarzowi że mnie do szpitala wysłał, choć przed operacją tez miałam wiele rozterek i różnych myśli.
i pozdrawiam cieplutko,
a jaki jest powod ze nie chcesz operacji? ja bedac w podobnej sytuacji marudzilam gince latami...zarłam zelazo, hemoglobina spadala ponizej 10, czulam sie do dupy...
Droga Zojko. Myślę, że nie ma co się zastanawiać. Czasami wydaje nam się, że jak o czymś nie myślimy, to tego nie ma. Ale to nieprawda. Moja mama taka była. Tylko ona nie chodziła do lekarza wcale. Wiedziała, że coś się dzieje, obfite miesiączki miała, ale nikt nie wiedzial, że coś sie dzieje. Kiedys z takim krwotokiem zdecydowała sie pójść do przychodni do gina. I od razu karetką pojechała do szpitala i tam miała operację. To taki skrajny przypadek. Nie piszesz, jakie Ty masz miesiączki, jakie wyniki. Wiadomo, że operacja to szybkie przekwitanie i problemy z tym związane. Że dźwigać nie wolno i jest trochę obostrzeń. A Ty nie bardzo masz pomocy od męża. Jednak, jeśli zdecydujesz się na operację, musisz im powiedzieć. Dzieci nie są maleńkie, nie musisz ich dźwigać. Prace przy domu trzeba inaczej organizować, prosić o pomoc. Ale się da. Ja, jak któreś z moich marudziło mówiłam tylko , "Dobra, ja to zrobię sama, ale za tydzień zawieziecie mnie z powrotem do szpitala, jak coś mi się oberwie lub dostanę krwotoku". Taka niemoc jest przez pierwszy miesiąc , potem już trochę lepiej, co nie znaczy, że można już wszystko robić,. Twój mąż uwaza, że dom to babska sprawa, ale niestety, będzie musiał pomóc i zmienić nastawienie. Musisz trochę go postraszyć, ha ha. "A co, chcesz, żeby coś mi się stało, jak się nie zoperuję? Dasz sobie radę sam z trójką dzieci, jak ja zaniemogę. Przysięgałes, że będziesz z ze mna w zdrowiu i w chorobie." Naprawde, uwierz mi, wiele nas tu jest po operacjach, mamy różne rodziny, niektóre ich nie mają i też im ciężko. A jednak domy się nie zawaliły, jakoś funkcjonujemy. A na chłopa czy dzieci czasem trzeba wywrzeć nacisk. Nie jesteś sama na świecie, dałaś im do tej pory dużo od siebie i żadna łaska, że troche pomogą. Takie argumenty często docierają. Co do operacji. Można zoperowac same miesniaki, ale jeśli są duże i zajmują całą macice i ją rozpychają i powiększają, to może to byc niemożliwe. Słowem Zojko, powinnas to przemyśleć, bo problem nie zniknie. Może odwiedź jeszcze jednego lekarza, porozmawiaj z Rodziną i podejmij decyzję, co dalej. Jesteś bardzo ważna, filarem Twojego domu, ale nie jesteś niezniszczalna, nie żyj tylko dla nich, ale pomyśl o sobie, jako o człowieku. Nie pozwól, aby mąż w jakikolwiek sposób umniejszał Twoją wartość. Twoja macica wydała na świat troje dzieci. Napracowała się, teraz trzeba tutaj cos pomóc. Glowa do góry. To wszystko nie dzieje się od razu, są terminy, zdążycie się z tym oswoic i przygotować. Syrenkowo to cudowne miejsce, do którego trafilas. Pisz o każdej rozterce, o każdym wahaniu, niemocy, a my tutaj będziemy słuchać, myśleć i pomagac w miarę możliwości. Przytulaski i i buziaczki i Zojko:)
Zatem Zoju, lekko nie będzie , czas podjąć się trudnego dzieła, ale wszystkie tu razem z Tobą przez to przejdziemy:) 
A propos odwagi:) Ja zawsze byłam cicha , miła, nie wychylałam się, nie walczyłam o swoje. Chociaż czasem miałam przeblyski. Na męża trafiłam dobrego i opiekuńczego, choć i tak czasem mieliśmy problemy, jak wszyscy. Potem przyszły doświadczenia życiowe. I coś mi się pozmieniało. Dzisiaj już nie jestem taka sama, jak przed ilomaś laty. Potrafię napyskować, jak trzeba i zawalczyć i poryczeć, kiedy mam słabość. Pamiętaj Zoja, niczego nie musisz nikomu udowadniać. Po prostu pokochaj i polub siebie, zadbaj o siebie, o Twoje ciało i zdrowie. A może ta zmiana z czasem spodoba się mężowi. Ja się bardzo cieszę, że pozbyłam się mięśniaka i tego ucisku i siusiania, i trzonu macicy przy okazji. Ale nie żałuję.

dziewczyny powiedziały już wiele i cieplutko przytuliły co czynię i ja.


Dziewczynki już wszystko powiedziały. Opowiem Ci w skrócie moją historię. Pierwszy mięśniak pojawil mi się, gdy miałam 38 lat, a 4 lata później zaczęly się obfite miesiączki, które z każdym rokiem były obfitsze. W 2014 roku w kwietniu po badaniu usg dowiedziałam się, że mam mięśniakowatą macicę. Jeden lekarz zalecił usunięcie trzonu, inny przepisal lek esmaya, ale nie dość, ze drogi, to jak przeczytałam o skutkach ubocznych, to stwierdziłam, że nie ma mowy. W listopadzie 2014 roku poszlam do lekarki, która zribila mi w szpitalu łyżeczkowanie....wynik wyszedł dobry, ale ja straciłam do niej zaufanie, miałam ważny powód i zacięłam się w sobie. Męczyłam się z miesiączkami, zalewało mnie, wkładałam podpaskę maxi, tampon maxi i 1/4 paczki małej waty, a za ok 2godziny wymiana..Ciągle anemia, serce biło w przyspieszonym tempie, żelazo.. Masakra....Czekałam na menopauzę...W listopadzie 2017 roku miesiączka trwała miesiąc czasu, dwa tygodnie lekka, dwa tygodnie lało się..Myślałam, że już po mnie, lekarz zapisal exacyl i cyclonamine, niewiele pomogło. W grudniu wysłal mnie na łyżeczkowanie. Wynik ok i dostałam hormony qlairę, brałam hormony rok i 4 miesiące, po hormonach macica urosła na giganta i miałam cięcie pionowe i usunięto mi również szyjkę, jajniki też, lekarz mówił, że mogą się roboć torbiele itp, nie chciałam drugi raz trafić na stół. Gdybym się wcześniej zdecydowala, to miałabym usunięty tylko trzon. Jestem prawie 5 miesięcy po operacji, też się bałam bardziej utraty/ powrotu do pracy. A opiekuję się malutkim dzieckiem, jak wróciłam po 2, 5 miesiącach od operacji, to mialo rok i 9 miesięcy. I dalam radę. Nauczyłam malucha, że nie mogę go podnosić, sam wchodzi do spacerówki, na krzeselko, na łóżko...wypracowałam taką metodę, jak musialam go podsadzić lub zlapać, to na wdechu i na mięśniach rąk...Ty masz duże dzieci..

Powrót do Przygotowały się z naszą pomocą
Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości