Dziękuję Anitko za Twój post. Strasznie dużo przeszłaś... Nie miałaś wyjścia, musiałaś poddać się operacji, aby ratować życie. Nie wiem ile masz lat, ale z nicku wnioskuję, że jesteś rocznikiem 71, czyli 3 lata ode mnie starsza, ale wszystko działo się już wcześniej. Czyli pewnie byłaś w moim wieku albo młodsza. Mocno Cię również przytulam
U mnie największy problem to poczucie, że mogłam tej operacji uniknąć, że byłam zbyt mało asertywna, że po pierwszych problemach jak bardzo obfite miesiączki i potem anemia (po której nie było śladu już w lipcu tego roku gdy byłam po półrocznej ciągłej antykoncepcji), ja od razu pozwoliłam się spacyfikować ginekologom chirurgom, że nie ma innego wyjścia. W sumie zaciągnęłam opinii tylko tych 2 chirurgów (choć są to bardzo cenieni ginekolodzy i chirurdzy), jednej ginekolożki i lekarza "od wszystkiego". Otoczenie też mnie spacyfikowało mówiąc ile ja jeszcze potrzebuję lekarzy, żeby usłyszeć to samo. Teraz widzę, że gdybym była bardziej stanowcza, powiedziała wcześniej dobitnie, jak bardzo chcę zachować macicę, to pewnie chirurg, który wyciął mi trzon z jajowodami, zgodziłby się na wyłuszczenie mięśniaków. Dopiero teraz sobie przypominam, że przy diagnozie westchnął "gdyby była Pani chociaż 5 lat młodsza...". Po operacji, kiedy napisałam mu w jakim jestem stanie psychicznym, odpisał, że nie przypuszczał, że tak będzie. Moje geny, które nie przekazały mi predyspozycji do zachorowania na raka, mogłam teraz wykorzystać, a tego nie zrobiłam. Potraktowano mnie statystycznie i przekonano, że to jedyny słuszny kierunek. Co mi z dobrych genów...
Do psycholożki w piątek mam jechać, choć z tą moją nogą to masakra. Jestem totalnie uzależniona od innych. To mnie jednak nie martwi, bo wiem, że minie. Gorzej z brakiem macicy...
Przed operacją byłam co prawda, kobietą po trudnych przejściach prokreacyjnych, ale radziłam sobie z tym, byłam szczęśliwa, miałam plany, marzenia, byłam taką trochę trzpiotką, która dużo się śmiała. Po operacji wszystko gruchnęło!!! Dlatego mam apel do kobiet, które stoją przed tym dylematem... Nie dajcie sobie wmówić, że to jedyne wyjście, bo macie swoje lata, bo tak najprościej, bo po co wam ta macica.... Wiadomo - problem onkologiczny, to sprawa priorytetowa, ale jeśli są to tylko mięśniaki, przemyślcie to 1000 razy, idźcie to 100 lekarzy. A nóż uda się wam uniknąć pozbycia się macicy, bo trzeba pamiętać, że to operacja okaleczająca, ale lekarz a zwłaszcza chirurg Wam tego nie powie. U mnie informacji o tym co po operacji było ZERO. A ja 8 tygodni po operacji nie widzę kompletnie żadnych plusów, tylko mnóstwo wielkich minusów, które nie pozwalają mi żyć jak do tej pory.