przez Asia74 » 9 lis 2024, o 14:40
Dziękuję kochane, za słowa wsparcia. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś zacznę cieszyć się życiem... Przekonałam się, że każdy z nas jest inny. Mam w pracy koleżankę rok młodszą, która już 5 lat temu miała taką operację. Po operacji odżyła. Znalazła nowego męża rozstając się ze starym. Mówi, że ta operacja dała jej tylko same plusy, bo wcześniej czuła się bardzo źle. Dosłownie się z niej cieszyła.
Ja jestem po kompletnie drugiej stronie bieguna. Miesiączka nigdy mi nie przeszkadzała, mogę powiedzieć, że nawet ją lubiłam. Nawet krwotoki nie były dla mnie aż takim obciążeniem, tylko wystraszyłam się, że tak dużo krwi ze mnie wychodzi, no i ta anemia... Kompletnie nic mnie nie bolało, nic nie uciskało, miesiączki regularne, chociaż ten jeden mięśniak miał już ponoć prawie 10cm. Dni płodne - mimo wieku nadal super z odpowiednim śluzem. Seks kojarzył się z kolejną nadzieją na zajście w ciążę. Nawet kiedy teoretycznie raczej nie było to już możliwe.
Długo staraliśmy się o dziecko i z tego też powodu trafiliśmy do immunologa. Szczepiłam się limfocytami męża, dawców. Okazało się, że mój organizm jest bardzo agresywny immunologicznie i dowiedziałam się, że na "raka raczej nie umrę".
Chodzi mi o to, że lekarze kompletnie nie zwracają uwagi na nasze przejścia życiowe, dotychczasowe leczenie i stronę psychiczną. Mówiłam im to wszystko a oni totalnie to ignorowali. Ich zdaniem dla pacjentki w tym wieku wycięcie macicy jest najlepsze i koniec, zero dyskusji. Usłyszałam: po co Ci ta macica - zdanie, które wywołuje dziś u mnie atak złości. Zaufałam lekarzom (a byłam u kilku) i nic nie czytałam na ten temat. Już po operacji dowiedziałam się, że istnieje embolizacja. Tydzień temu, kiedy byłam już w bardzo złym stanie psychicznym, rozpłakałam się w gabinecie chirurga - to powiedział, że owszem - jest embolizacja, ale nie wszystkie przypadki się do niej kwalifikują. Ale gdybym o tym wiedziała przed operacją, na pewno spróbowałabym!!! Może akurat mój przypadek się kwalifikował?? A nie dostałam szansy przekonania się o tym. Powiedział też, że mógł mi zrobić wyłuszczenie mięśniaków, ale byłoby wyższe ryzyko raka endometrium. Gdyby tylko dał mi szansę wcześniej, ja wybrałabym tę opcję, mając oczywiście świadomość jakie podejmuję ryzyko. Dlaczego lekarze nie dają nam najmniejszej szansy podjęcia decyzji??? Łatwo się domyśleć, że świadomość po operacji, że mogłam spróbować innego wyjścia, pogorszyło jeszcze bardziej mój stan psychiczny.
Podejrzewam, że gospodarka hormonalna u mnie zgłupiała. Jeden z lekarzy potwierdził, że jajniki "wariują" po utracie jajowodów i macicy.
Póki co, nic kompletnie mnie nie cieszy. Żadne głupotki nie wchodzą w grę, bo mnie tylko denerwują. Kabarety, które uwielbia mój mąż, strasznie mnie irytują. Bogu dzięki, mam wspaniałego męża, który jest czuły i bardzo mnie wspiera. I widać, że się martwi, bo nigdy mnie takiej nie widział. Miewam chwile, że myślę, że byłoby mu beze mnie lepiej. Że ma jeszcze szanse, żeby założyć rodzinę. Cóż to jest dla faceta 50 lat..
Czy jest ktoś na tym forum, który tak okropnie to przechodził?? Pierwszy raz w życiu tak strasznie się czuję i kompletnie nie wiem jak sobie z tym poradzić. Na razie czekam na wizytę u psychiatry, który mam nadzieję, w jakiś cudowny sposób przywróci mi jakąkolwiek chęć życia.
Poradźcie mi też proszę, kiedy wrócić i jak do seksu? (krwiak 2 tygodnie po operacji, ale podobno już ok). Spróbowałam tydzień temu i to była totalna porażka. Sucho totalnie, bolało i przekonałam się, że u mnie macica odgrywała wielką rolę. W ten weekend (7 tydzień po) mąż się do mnie wciąż przymila. Wiem, że chce dobrze. Widząc w jakim jestem stanie, chce mi pokazać, że nadal jestem dla niego atrakcyjna, że nic się nie zmieniło, że mnie kocha... Ale ja mam kompletną blokadę.
Kiedy zaczęłyście normalnie aktywność fizyczną? Brzuszki możliwe? Ćwiczenia? Mam ponad pół godziny piechotą do pracy. Myślę, że to dobrze, że to bezpieczny ruch póki co.