Witaj CzarnoMi w Syrenkowie
Nie jest łatwo, ale nie jest też beznadziejnie być Syrenką onkologiczną

Jak się z tym pogodzić? Nie wiem. Dla mnie ważne było zadaniowe podejście do kolejnych etapów leczenia. I tak krok po kroku, cierpliwie, nie wszystko NA RAZ. Szybko się nie da... choćby się wściec!
Dla mnie dużym wsparciem był mąż, rodzice dla których musiałam mieć siłę, by się nimi opiekować i zaprzyjaźniona sąsiadka, która nie raz woziła mnie na onkologię czy podrzucała zdrowe przekąski. Wspierały mnie także SYRENKI i to BARDZO!!! I telefonicznie kilka bliskich koleżanek
Pracę zawodową odpuściłam na ile się dało (to "zasługa" Syrenek

) Wróciłam do pracy w pandemii i to dla mnie było znowu "małymi krokami".
CzarnoMI, nie napisałaś jakie leczenie przeszłaś oprócz operacji: samą chemię? Radioterapię? Straciłaś włosy? Czy wróciłaś do pracy? Masz zaleconą jakąś dietę?
W "moim" ośrodku onkologii jest możliwość skorzystania z porad/terapii psychoonkologa. Osobiście nie korzystałam, ale rozważałam taką ewentualność. Tak szczerze to z powodu "umawiania się na termin" nie wybrałam się na konsultację. Za dużo różnych terminów miałam w kalendarzu mimo, że nie pracowałam.
CzarnoMI, pisz, pytaj, czytaj co napisałyśmy. Jeśli to za mało to poszukaj psychologa, psychiatrę w miejscu zamieszkania lub leczenia.
Ode mnie tyle. Pozdrawiam serdecznie
