
Forum nie zastępuje lekarza. Nie traktuj rad jako diagnozy.

Żebyś się ne umęczyła, bo to jednak 100 km 
Chodzę całkiem sprawnuw, mam trochę schodów w domu, oczywiście pamiętam, żeby nie szaleć. A najlepsze było to, że jak mnie mąż po tym tygodniu zobaczył przy odbiorze ze szpitala, to z szerokim usmiechem stwierdził, ze wyglądam, jak przedtem, ha ha...
Pieski też wygłaskane:)
A jeśli chodzi o szpital, to lekarzy bardzo rzadko widywalysmy, tylko na wizytach. Żaden nie przyszedł i nie wyjaśnił niczego sam z siebie. Dowiadywalysmy się z wizyt, jak gadali do siebie. Macali brzuchy i po dwoch dniach oglądali blizny. Ja się dowiedziałam, bo spytałam o zakres operacji. Powiedział, że żadnych niespodzianek, co usunął i że jajniki ok. I tyle. Koleżanka obok, przyjęta z rzekomym guzem jajnika, tylko dlatego dowiedziała się, co jej było, bo była zjawiskiem na oddziale. Otóż miała wodniaka wyrostka robaczkowego, który wkomponował sobie jajnik(zdrowy). Teoretycznie powinna być na chirurgii, nie omieszkano jej tego powiedzieć. A że pierwszy raz coś takiego widzieli, to było głośno o jej przypadku. A ta z siecią, jak spytała co z nią... Machniecie reką i "wszystko dobrze". Żaden operator do nas nie przyszedł. Ja musiałam spytać, kto mnie operował, dowiedziałam się, że "generał", czyli niby ten mój lekarz. Nie wiedziałam kto, bo odleciałam w narkoze, zanim jakikolwiek członek zespołu, oprócz anestezjologa, pojawił się na sali. Normalnie kosmos. Mam nadzieję, że dobrze mi to wszystko zrobiono. Na kontrolę idę już do mojego lekarza, pierdzielę. Ten mój operator i tak nie będzie mnie pamiętał ... Robi takich jak ja na pęczki. Personel średni, oprocz zastrzyków i kroplowek i lekow oraz posiłków, w ogole do nas nie zaglądał. Aż mi się skora pod plastrem z opatrunkiem zaczęła sączyć i swędzieć. Jak to zobaczyłam w lusterku, to wtedy zmieniły, a raczej zdjęły opatrunek. Był czwartek po południu. Operacja była we wtorek. Jak zobaczylam ilość zakrzeplej krwi w opatrunku, to sie za łeb złapałam. W piątek to już by może robaki tam się zalęgły, bo przecież upal był. Goję się dobrze na szczęście. Odparzenie się goi i reszta też. Mam szwy rozpuszczalne. Tylko będzie trzeba odciąć końcówkę z pętelką. Ale dzisiaj ani wczoraj nie miałyśmy info o tym. Powiedziała nam to mimochodem oddzialowa przy przyjęciu. Normalnie szok dziewczyny.
Rób tak Aneczko, żeby Tobie było wygodnie. Nie masz problemu onkologicznego więc nie ma co szaleć. Ale chyba nie kapałas się co?
Tylko prysznicowałas?

Tak Anitko, prysznicowalam się tylko. I myłam ranę szarym mydłem.

Tak Oliku. Masz 100%racji. Na salę operacyjną wjeżdża kolejna góra mięsa, którą trzeba wypreparować z niektorych narządów. Nie widzą nas, nie pamiętają. Mam nadzieję, że mnie dobrze wypreparowali. A potem... Do domu... I następna. Minimum 2 wizyty prywatne po 300 zł każda, żeby generał zechciał preparować. Przepraszam za sarkazm, ale to mi się teraz ciśnie. I przepraszam, jeśli urazilam dobrych operatorów, którzy nie traktują nas w ten sposób. Wierzę, że tacy istnieją.
. Cieszę się, że wszystko się udało i będziesz szybko dochodzić do zdrowia. Wypoczywaj i ciesz się życiem. Całuski 
Dziękuję Belli:) Cieszę sie, że na swoim już 


I pamiętaj: 10 dni nic nie robisz, leżysz i pachniesz... 

Powrót do Przygotowały się z naszą pomocą
Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 3 gości