vika45, maria, Marzenka, eli-50, olikkk, ewikaa, ismena, serdecznie Wam dziękuję za słowa otuchy i życzenia zdrowia
Jestem już w domu i czuję się dobrze. Blizna oczywiście pobolewa i ciągnie, np. gdy się z boku na bok przewracam, czy schylam, ale nie z takim bólem sobie radziłam. Momentami mam też wrażenie, że mam coś w środku i słusznie, bo przecież są tam szwy. Za tydzień kontrola i ewentualne zdjęcie szwów. Co tu jeszcze pisać? Ogólnie było OK, choć w dniu przyjęcia na łóżko musiałam czekać dwie godziny, a wczoraj mnie przegłodzili, bo nie dali mi kolacji, choć już mogłam ją zjeść - po prostu ktoś do mojej karty nie zajrzał. I wcale nie musiałam leżeć plackiem do 19, tylko do momentu, w którym puści znieczulenie (zresztą tak właśnie myślałam, ale że co oddział, to obyczaj, to leżałam, jak kazali), ale o tym dowiedziałam się od lekarza na wieczornym obchodzie.
Dzisiaj lekko się zestresowałam czekając na wypis - grzecznie leżałam w łóżku i zasypiałam nad książką, a tu nagle "Dzień dobry, co się stało?" - otwieram oczy, a nade mną stoi ordynator ginekologii, do którego obecnie chodzę na kontrolę w naszej przychodni onkologicznej. Pierwsza myśl, że coś mi tam znaleźli podczas operacji i zawołali go na konsultację, a tymczasem on tylko przechodził przez oddział, a że leżałam na wprost wejścia, to się odezwał, jak mnie zobaczył.
mario, no taka jakaś jestem, co nie znaczy, że się nie przejmuję i nie denerwuję tym, co mnie spotyka. Nawet teraz pani z łóżka obok powiedziała, że jak na wczasy do szpitala przyszłam - zero stresu, a stres był, tyle że w środku.
Marzenko, zabieg jak najbardziej planowy i długo wyczekiwany.
olikkk, rzeczywiście ten zabieg miał być w październiku, tyle że w innym szpitalu, ale pod koniec września zadzwonili do mnie, że nie mają anestezjologa i przesunęli mnie na marzec przyszłego roku, a że rejestrowałam się u nich w lutym, to żeby nie czekać już dłużej, poszłam do innego szpitala, w którym na taki zabieg czeka się dwa miesiące. W sumie mogłam tam iść od razu, ale chciałam trochę popracować przed kolejnym zabiegiem, tym bardziej, że po drodze była jeszcze wymiana cewnika DJ. Pisać wczoraj rzeczywiście było mi trudno, bo pisałam mając ręce wyciągnięte w górę, a chwilę wcześniej podciągałam się wyżej na poduszce i to mnie dodatkowo zmęczyło, ale dzisiaj już wszystko OK - teraz siedzę przy biurku i chyba zaraz wezmę się za szykowanie świątecznych kartek. Obiecuję, że przed następnym pobytem w szpitalu odezwę się. O ile znów mi to z głowy nie wyleci ;-)
ismeno, też bym chciała nie chodzić już do szpitala, ale jeszcze w lutym lub marcu urologia i wymiana cewnika DJ mnie czeka.
