
Forum nie zastępuje lekarza. Nie traktuj rad jako diagnozy.

Napiszę jak u mię, włos staje mi na rękach....Koleżanka opowiada...weszłam do szpitala i patrzę same przychodnie i pełno pacjentów, weszłam na pierwsze piętro i stoję, myślę gdzie ja mam jej szukać? poszłam tu poszłam tam nic. Już, chciałam zrezygnować, ale spojrzałam w dół, zobaczyłam przy schodach, dwie panie fartuchach, pomyślałam a pójdę jeszcze je zapytać. Podeszłam i grzecznie z uśmiechem na twarzy pytam o taką a taką kobitkę, ale o nazwisku za pannę. Jedna z tych pań od razu odpowiedziała, że nie zna druga jakby się zawahała, ale też odpowiedziała że nie, więc odeszłam w kierunku wyjścia. Ta pani, która się zawahała zawołała mnie z powrotem, kazała mi jechać na siódme piętro do sekretariatu może tam się cokolwiek dowiem. Poszłam do windy i nią jadę na którym z pięter wchodzą trzy panie mi aż się słabo zrobiło.....patrzę, ale nie jestem pewna (bardzo dawno jej nie widziała a nawet lata ) jedna z pań na którą patrzę uśmiecha się do mnie i wypowiada moje imię i to była ONA moja znajoma, którą poszukuję. Wyszłyśmy z windy i ja się rozbeczałam. Myślała że coś mi się stało, jednym tchem opowiedziałam jej o twojej historii, chorobach o tym że też mi wiele razy pomogłaś, a nawet uratowałaś mi w autobusie życie........................czy jest możliwość, żeby pomogła w tej liście rezerwowej? na to ona co będę mogła to pomogę, ty też mi kiedyś pomogłaś, tak mi odpowiedziała. Wzięła dużą kartkę napisała twoje dane i przywiesiła nad biurkiem. Dałam jej twój numer tel. a ona dała mi do niej. Kazała dzwonić po 10.03. bo na ten kwartał mają limity czy coś takiego. W autobusie ludzie patrzyli na mnie, bo cały czas ryczałam ze szczęścia. Jesteśmy mega szczęśliwe, a teraz kończę bo przyszedł mój mąż a ja jeszcze nie mam obiadu. Do wieczora pa
bardzo, bardzo się cieszę razem z Tobą 
jebedebedu !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 
ale się cieszę!!!!!! Buziaczki

oby więcej takich dobrych splotów zdarzeń.

usunięta macica 1 marzec 2011.łódzkie..1965..
. Trzymaj się

Bardzo Wam dziękuję, że jesteście

Im większe miasto tym widzę trudniej... 

ja miałam operację tarczycy 1986r. też się oczekiwało na termin, ale że ja w tedy służba zdrowia wzięli mnie na łóżko od razu. Przygotowanie do operacji było długie Teraz ciach mach i do domu. Siedziałam na korytarzach szpitalnych i obserwowałam, jak chodzą, pyszni ,zarozumiali, ich wyraz twarzy mówi.... patrz, to ja idę lekarz....
zapytałam lekarza w chodzącego do pokoju, trzy długo będę czekała ....jak na mnie spojrzał to miałam go dość, a za chwilę wychodzi lekarz do byłej pacjentki, uśmiech od ucha do ucha, biegał koło niej, jak poparzony. Ja z nimi dosyć przeszłam, tatuś mój bardzo chorował. Prędzej można, by było wymienić co ma zdrowe, niż chore. Wieku 61lat miał raka krtani, wycięcie węzłów chłonnych, rura, przerzut na płuca umarł 65 lat. Dlaczego, to piszę moja mamusia, była kaleką (heinego medina ) miała nogę krótszą i chodziła w ciężkim aparacie pod pupę, do tego zakładała specjalny pas na kręgosłup. Zawsze chodziłyśmy razem, czy do sklepu, czy do szpitala, czy do kościoła. Byłyśmy, jak jedno jabłko. Jak tatuś umarł przeżyła duży stres, że zaniewidziała na jedno oko. potem przyszedł wózek inwalidzki, choroba alzheimer, a potem rak jelita grubego i już nie wstała o własnych siłach. To, był najgorszy okres w moim życiu 6 miesięcy, leżała w domu umarła śmiercią, jak to się mówi głodową miała 81 lat. Nie oddałam, ją do żadnego szpitala, zakładu... raz, że jej to przyrzekłam a dwa, że tyle przeszłam z lekarzami.....do dzisiaj mnie trzęsie. A dość użalania ciężki dzień dzisiaj mam, już nie zanudzam i przepraszam. nie pamiętam, kiedy tyle napisałam


Powrót do Przygotowały się z naszą pomocą
Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość