i w pracy nie forsuj się za bardzo 
Forum nie zastępuje lekarza. Nie traktuj rad jako diagnozy.
i w pracy nie forsuj się za bardzo 
oby to się jak najszybciej skończyło, co by żaden Wacek nie kręcił się między Twoimi nogami 
drugi worek też mnie rozwalił

Bulbinka
Niech to poczucie humoru nigdy Cię nie opuściło

Ja zawsze wprowadzałam azorka-czyli worek -na spacerek i na siusiu do łazienki , co prawda tylko kilka dni 
Tyle w tobie optymizmu!
Pozdrawiam cię kochana! 


. Ta że Wacki górą. Buziaki

i jak się czujesz ?


Ale to dobrze - jak jestem w ferworze zajęć to nie mam czasu na myślenie o kłopotach. Ja i Wacek czujemy się dobrze. Fizycznie nic mi nie dolega, psychicznie też mi jest już lepiej. W poniedziałek byłam na scyntygrafii nerek. I muszę się Wam pochwalić - miałam wbijany wenflon - myślałam, że umrę ze strachu, ale Pani zrobiła to tak delikatnie, że prawie nic nie bolało. Byłam dzielna
Wyniki do odbioru mam dopiero w poniedziałek - niestety nie ustalę terminu operacji póki nie zobaczy ich ordynator. Bo oczywiście zawzięta Ewela od razu po badaniu pojechała do szpitala i chciała termin już ustalać
Pomyślałybyście, że tak mi do szpitala śpieszno będzie? Ale chociaż z Wackiem jesteśmy już jak stare, dobre małżeństwo, to jednak czasem mnie wkurza i chciałabym się już z nim rozwieść
Wiadomo przecież nie od dziś, że Wacek dyndający pod spódnicą to tylko kłopot
A tak na serio - wszystko wskazuje na to, że od wyników scyntygrafii będzie zależało dalsze postępowanie lekarzy. Doktor przed tym badaniem tłumaczył mi, że ono da obraz lekarzom czy cytuję: "opłaca im się brać za naprawianie tego co zepsute". W sumie to samo usłyszałam na oddziale - nie będzie podjęta żadna decyzja póki ordynator nie zobaczy wyniku. Nie pozostaje więc nic innego, jak tylko czekać






za dobre wyniki 



Tak pytam was wszystkie o te nieszczęsne węzły bo tak się zastanawiałam... czy jest jakaś zależność od ilości ich wycięcia do objawów po ich usunięciu
....i dochodzę do wniosku, że u każdego inaczej, ni ma reguły. Ja nadal mam obrzęki i juz mi chyba tak zostanie
Tak więc ty masz wacka a ja.... parówki?


A tak na serio - idę wtedy do szpitala. Na operację - to nieuniknione. Lekarze wypowiadają się asekuracyjnie: ten, który mnie prowadzi każe się cieszyć, bo nerka jest do uratowania, jestem młoda więc on będzie ją ratował, zrobi plastykę moczowodu - operacja będzie dość poważna, ale jak to określił "coś z tym zrobi". Natomiast ordynator marudzi: że 33% wydolności nerki to niewiele, że on nie wie czy coś się z tym da zrobić, musi otworzyć ale gwarancji nie daje itp. Ja za to nie mam wyjścia: krótka piłka - biorę rozwód z Wackiem. I niech się dzieje wola nieba...




Powrót do Możliwe problemy po operacji usunięcia macicy
Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości