przez ASAJ75 » 20 mar 2024, o 20:37
No to Wam napiszę.
Są babeczki, dla których radioterapia to bułka z masłem. U mnie było ciut gorzej. Ale może dlatego, że to było niespełna miesiąc po skończonej chemii, więc organizm był osłabiony.
Przede wszystkim wynajęłam apartament, bo się nie leczyłam w moim mieście. Od poniedziałku do piątku mieszkałam 160 km od domu, wracałam na weekendy. Są specjalne hotele przyszpitalne, ale w wieloosobowych pokojach. Nie chciałam.
Pierwsze dwa tygodnie było ok, właziłam na łóżko, lampki wirowały nade mną , miałam się nie ruszać, na ciele miałam znaczenia mazakiem i plastrami, nie można było tego zmywać, a się ciągle haczylo o bieliznę. Każda sesja trwała akurat dziesiątkę różańca plus moje mantry i namawianie podświadomości do wprowadzenia mnie w stan całkowitego zdrowia.
Było bez opóźnień, psucia się lamp itp. Podobno czasem się to zdarza.
Minus jest taki, że trzeba mieć odpowiednio wypełniony pęcherz i pustą przestrzeń przy odbytnicy- tak samo jak w czasie tomografii robionej przed, u mnie to oznaczało 1,5l wody wypijanej na pół godziny przed. I szczerze , niespecjalnie od tej pory lubię wodę.
Po dwóch tygodniach zaczęła mnie piec cewka moczowa, bolały mnie biodra i zaczęły się rewolty w jelitach, mimo że pilnowałam diety( biegunki paskudne), ciągle biegałam na siusiu.
Miałam 28 sesji plus 3 brachyterapie( to taki duży tampon do pochwy(, pierwszy raz było długo bo go dobierali plus kalibrowali czas zdarzenia).
Po zabiegach kazali mi robić irygację pochwy rumiankiem, aż do teraz 2 razy w tygodniu, bo się podobno może sklejać.
No i to tyle…