przez ASAJ75 » 18 sie 2022, o 19:57
Sóweczko
Właśnie jestem na oddziale interny, gdzie jutro z rana odciągną mi ten płyn.Hurra- przestanę być wielorybkiem. Jest go tak dużo, że aż źle mi się oddycha i sapię jak miech. Lekarz stwierdził, że mam „głuchy” dół płuc i on nie pozwala bym się tak męczyła. Więc jutro będę smuklejsza i przede wszystkim zwinniejsza, choć dziś przyszło mi forsować górą bramę w swoim domu, dałam radę, więc mimo to i tak jeszcze nie jest źle😜. Poza brzuchem nie mam opuchlizny- z ud, genitaliów i wzgórka łonowego wszystko zeszło w tydzień, wlazło w brzuch i zostało. Miałam od tej pory do czynienia z trzema onkologami i każdy mówił, że na wchłonięcie chłonki trzeba czasu- od dwóch miesięcy do roku nawet. Wszyscy mówią że to chłonka, choć czwarty z lekarzy na oddziale chemioterapii nie zerknąwszy nawet w moje papiery, tylko na mnie patrząc zawyrokował ze to bardzo zaawansowany proces nowotworowy. Na pół godziny odebrał mi chęć do walki, ale… na szczęście zaraz po Nim przyszedł ktoś mądrzejszy…
Węzłów usunęli mi w sumie 13, wszystkie, które były aktywne metabolicznie w PET, z czego w jednym znaleziono przerzut. Stąd chemioterapia.
Tak- jesteśmy obie w cudownym wieku 47 lat. Witaj siostro!
No właśnie chemia… bardzo się bałam. Lała się we mnie ten pierwszy raz 12 h- najpierw karboplatyna, potem palitaxel. Kolejne będą już 6 godzinne.
Mówiąc krótko, życzę sobie i wszystkim którym trzeba się z tym mierzyć by lekkie mdłości( tak jak u mnie) trwały dwa dni po, lekki ból ciała( nóg głównie) trwał też dwa dni i póki co to tyle. Może przez 4 dni w sumie słabsze nogi i większy apetyt na drzemkę po obiedzie. Mam apetyt. Włosy na głowie również. Ścięłam je radykalnie, przestałam farbować, mam siwe skronie, ale tak się sobie podobam, że chciałabym, by nie wypadły!
Jestem pełna wiary, że wyjdę z tego paskudztwa. Za Josephem Murphym zasypiam z kołaczącą się myślą „ cały mój organizm wraca do zdrowia i odzyskuje harmonię”. Raka już nie mam, leczę się by nigdy nie wrócił.