pietruszkę zieloną i koper przed mrożeniem siekam, wrzucam do plastikowych pojemników po litrowych lodach (idealne są po lodach Algida bo prostokątne) i mrożę. Potem w zimie jak gotuję zupę to łyżką spokojnie wyciąga się do garnka zieleninkę. Jeśli mam ochotę na rosół z zieloną pietruszką, to odrobiną zamrożonej posypuję makaron po czym zalewam gorącym rosołem. Truskawek mrozonych nie potrzebuję w zimie w całości, więc od razu świeże blenduję i również mrożę w plastikowych pojemnikach, albo po lodach, albo po margarynie. Fasolkę mroziłam kilka razy w swoim samodzielnym życiu i nigdy nie blanszowałam. Lubczyk (czy regionalnie magii lub maggi, tak tak to jedno i to samo) dzielę po kilka gałązek, tak, żeby było na raz do garnka, i pakuję osobno w woreczki śniadaniowe, tworząć małe takie paczuszki, a potem wszystkie paczuszki razem w plastikowy pojemnik po lodach. Jak widzicie pojemniki po lodach mają u mnie wzięcie

Mrożę też seler w kawałkach, por, korzeń pietruszki, marchewkę nie tylko krojoną, ale i w całości. Generalnie włoszczyznę mrożę na bieżąco. Jak w jedną niedzielę nie zużyję całej do rosołu, to oczyszczone warzywa pakuję razem w jeden woreczek i zużywam na nastepny obiad. W zamrażarce właśnie mrozi się aronia, będę robić nalewkę. Powidła ze sliwek mi się zrobiły już. I nalewka ze śliwek się robi własnie.
Moja mama podobnie jak Stynka mroziła ogórki zielone pokrojone w plastry, w zimie mizeria jak znalazł.
Moja koleżanka z pracy robi włosczyznę krojoną w paski i mrozi. Marchewkę, seler i pietruszkę trze na tarce, por sieka. Miesza wszystko razem, porcjuje w woreczki i mrozi. Też bym tak robiła, gdybym miała wielką zamrażarkę, ale nie mam gdzie trzymać
