Ja się nie będę szczepić, przynajmniej nie teraz. 3 miesiące po przechorowaniu, chociaż już znacznie lepiej się czuję, to wciąż jeszcze "nieswojo". Poza tym czytałam kwestionariusz wywiadu przed szczepieniem, myślę że nikt by mnie teraz nie zaszczepił chociaż bym bardzo chciała. Np. nie wiedziałam, że leki sterydowe które wciąż biorę, osłabiają odporność i są przeciwskazaniem do szczepienia, w dzieciństwie przeżyłam też wstrząs anafilaktyczny.
Ale myślę bardzo intensywnie o mamie, o dzieciach, ze względu na moją pracę mam możliwość zaszczepienia rodziny w pierwszej turze, mój syn z "uspokojoną" boreliozą, diagnozowany też w kierunku hashimoto, córcia z chorobą autoimmunologiczną, opanowaną małopłytkowością, nikt do końca nie wie
Ale chciałam Was zapytać co myślicie o następującej kwestii. Czy ilość przeciwciał świadczy o silniejszej/słabszej nabytej odporności? Bardzo dużo osób z mojej miejscowości robi sobie badania w kierunku przebytej infekcji. Badania robimy więc wszyscy w jednym laboratorium. Zakres jest taki: do 0,8 wynik ujemny, od 0,8 do 1,1 wynik wątpliwy, powyżej 1,1 wynik dodatni. Moja koleżanka z pokoju, która tylko przez jeden dzień czuła się - jak to ona określiła - nieswojo wynik otrzymała 80, moja mama 2, moja druga koleżanka z biura, która była dość, chora przez tydzień z bardzo wysoką gorączką wynik otrzymała 5.
Lekarz twierdzi, że wysokość nie ma wpływu czy ktoś ma większą odporność czy słabszą, twierdzi nawet że osoba z wynikiem 200 za miesiąc może się pozbyć przeciwciał, a ta z niskim mieć jeszcze przez rok. Nie rozumiem też dlaczego mają się szczepić Ci co mają przeciwciała, to na logikę nie ma sensu.