przez etna32 » 1 sty 2020, o 22:00
Wiecie 4 lata temu usłyszałam diagnozę rak piersi. Szybka reakcja dwa tygodnie i dziada wycięli. Operacja oszczędzająca, wykonana perfekcyjnie, do dzisiaj jak jadę na USG kontrolne to mi się pytają kto mi robił zabieg, bo jest tak super zachowana estetyka cięcia i kształtu piersi. Skorupiak okazał się hormonozależny, ominęła mnie chemia, pozostała radioterapia i tabletki, które mają mnie ochronić przed rakiem piersi ale za to doprowadziły do tego że usunęłam cały dół. Miesiączki tak obfite, że hemoglobina za każdym razem spadała do 8, 9. Abrazje co trzy miesiące no i pojawiające się i znikające guzy na jajnikach, mięśniaki w ilościach hurtowych, torbiele. Krwotok w listopadzie 2018 roku prawie witałam się ze św. Piotrem, ale jeszcze się broniłam przed zabiegiem. Trafiłam do lekarza, słynącego z kompetencji, wiedzy, on mnie zastosował wobec mnie dobrowolny przymus i tak trafiłam na stół. Zaraz po operacji gdy zaczęłam się wybudzać nie podłączono mi jeszcze pompy z morfiną i tego bólu nie zapomnę, a jestem w stanie wyrwać zęba bez znieczulenia. Więc teraz jak coś się dzieje i mam iść do lekarza to robi mi się niedobrze. Oczywiście pójdę ale każda taka wizyta powoduje u mnie paraliżujący strach.