
Forum nie zastępuje lekarza. Nie traktuj rad jako diagnozy.


Wsparcie jest ważne. Przede mną trudne chwile ale wierzę, że będzie dobrze i że nie umrę jutro ze strachu. Pogodziłam się z diagnozą i decyzją o operacji. Cieszę się, że trafiłam na forum. Z tego co czytałam są tu wspaniałe, pełne ciepła osoby. 

. Martwię się trochę jak sobie poradzę po operacji. W styczniu zmarł mój mąż. Chorował na serce. W tej chwili mieszkam sama. Syn dorosły poza domem. Ciepła woda i ogrzewanie - piec na drzewo. Piszecie - zero dźwigania. do pół roku. Trochę mnie to przeraża i będe chyba musiała poszukać pomocy u znajomych i przyjaciół.

.


i jesteśmy tutaj by dać sobie nawzajem pocieszenie i siłę.
Powiedz wszystko w wywiadzie i będzie dobrze.Trzymam kciuki. 
i koniczynkę na szczęscie przesyłam
Będzie dobrze 
Bądź dobrej myśli i nie dręcz się na zapas. Masz sporo przeżyć za sobą, współczuję straty drugiej połowy. Teraz musisz skupić sie na operacji , wiem, że stres zżera. Ale juz w szpitalu, kiedy są inne kobiety, powoli odpuszcza i myslimy... "Niech się dzieje". Lekarz dobierze Ci znieczulenie i bedzie ok. Ja bałam się chyba tego bardziej niż samej operacji. Odleciałam nie wiadomo, kiedy. Było mi dobrze, obudziłam sie już na sali we wlasnym łóżku. Nic nie pamietam. To był taki odlot, że szok. Rana i brzunio bolały na dwa dni po operacji... Ta 2-4 doba były najgorsze, ale byłam przygorowana. Najbardziej dokuczały mi wzdęcia, nie sam brzuch i niemożność smiechu czy kaszlu. Ale już zapomniałam. A Ty zapomnij o dzwiganiu, naprawdę, to nie żarty, dziewczyny dobrze mówią i ja sama też tego doświadczyłam. Musisz poprosić o pomoc, albo dźwigać po jednym drewienku, a tak się raczej nie da. Powodzenia Kochana. Całe Syrenkowo jest z Tobą
.
Trzymaj się i do usłyszenia po 

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości