
Forum nie zastępuje lekarza. Nie traktuj rad jako diagnozy.

trzymaj się kochana, lekarz powinien dostać manto, bo już straszy zanim zebrał w garść wszystkie wyniki. Ja głęboko wierzę, że to jakaś pomyłka. A że tak może być to przykładem jest moja kuzynka (jakieś 6 lat po raku piersi) miała niedawno też jakiś cień, zgrubienie na kości przedramienia i też już ją straszyli, że to może być przerzut, a okazało się zmianą zwyrodnieniową nie mająca w ogóle związku z chorobą nowotworową. Teraz ma tylko raz do roku sprawdzać kości, cieszyć się życiem i to wszystko. I Tobie też tego z całego serca życzę. 


Jasne, że nie chciałabym już tam wracać
, tymczasem w piątek jadę na pierwszą brachę, brrrr
. Napiszę , jak było. Narazie pozdrawiam ciepło 

. Czy mogłabyś jeszcze napisać, jak się przygotować? Czy w ogóle trzeba się jakoś przygotować do tego zabiegu? Co z piciem? Czy tak, jak przy zewnętrznych naświetlaniach trzeba pić wodę? W " Affidei" nikt mi nic na ten temat nie powiedział, a ja zapomniałam lekarza zapytać. Będę jechała na tę brachę 2,5 godziny, więc wolę wiedzieć, na co się nastawić. I jeszcze: jak się czułaś bezpośrednio po zabiegu ( ja zaraz po, będę wracała - znowu 2,5 godziny
).
ale nie bój się nie bolało, pamiętaj by przed wejściem do pokoju zabiegowego jeszcze się wysikać ,potem fotel ginekologiczny się odwrócił do takiej maszyny wyglądało to jak taki trochę inny tomograf wszyscy opuścili pokój,leżałam tak może z 20 min potem fotel znowu się odwrócił lekarka weszła do pokoju i powiedziała ,że muszę tak jeszcze poleżeć z 15 min, bo technik po wynikach tomografu musi obliczyć jaką wiązkę naświetlań może mi podać ,i faktycznie po chwili wszedł technik powiedział że już mogą mnie naświetlać drzwi się zamknęły i samo naświetlanie trwało parę minut ,,nie wiem jak tam będzie u Ciebie ale ja naprawdę byłam zaskoczona podejściem lekarzy i personelu ,byli uprzejmi i bardzo mili cały czas mówili co teraz będą robić ,musisz być rozlużniona wtedy naprawdę nic nie boli .następne naświetlania już były w innym pokoju zabiegowym na zwykłym fotelu ginekologicznym i szły taśmowo jedna osoba była w pokoju zabiegowym, druga w kabinie się szykowała, bo w IO Gliwicach trzeba było mieć koszulę nocną i papcie do pokoju zabiegowego wchodziło się w samej koszuli bez majtek .Smogo nie bój się naprawdę nic nie boli jest to trochę nieprzyjemne i na pewno wstydliwe ale można przeżyć ,co do picia wody to ja nie piłam bałam się że się tam posikam z tym czymś w środku
,po zabiegu czułam się normalnie ubierałam się i sama jechałam do domu samochodem ,Smogo co do mojego samopoczucia jest marne boję się ,ale nic nie zrobię bo nie mam na to wpływu ,siostra moja znowu wyczytała w necie że guzy w których tak jakby się zbierała woda mogą to być skutkiem wyciętych węzłów chłonnych i może to być chłonka ,ale zobaczymy jeszcze dwa dni ,trzymaj się buziaczki Maria

. W Affidei nikt o koszuli i kapciach nie mówił, tam dają takie szlafroczki z flizeliny (taki miałam do teleterapii). Ano w piątek zobaczę, jak to będzie
.





. Piszę dopiero dzisiaj, bo wczoraj to był koszmarny dzień, ale nie z powodu brachy, tylko problemów z transportem. O tym za chwilę.
), w dużej mierze dzięki temu, że wiedziałam czego się spodziewać, a to Twoja zasługa , Mario
. Miałaś rację, prawie wcale nie bolało, no może ciut, ciut gdy ten walec dotknął miejsca, gdzie wycięto szyjkę z marginesem pochwy, ta blizna jest z pewnością jeszcze wrażliwa, podobnie jak blizna na brzuchu (od operacji minęły dopiero 3 miesiące). Sam przebieg "akcji" był nieco inny , niż u Ciebie: Najpierw dostałam, wspomniany w poprzednim poście, szlafroczek zawiązywany z tyłu, w kabinie musiałam się rozebrać od pasa w dół i go założyć, przy czym poradzono mi, bym zatrzymała na stopach skarpetki, mogłam wejść w butach, więc kapcie nie były potrzebne. Następnie technik zaprowadził mnie do pomieszczenia, gdzie był stół (nie fotel ginekologiczny), kazał usiąść na jego brzegu, pokazał narzędzia, które zostaną zastosowane do naświetlania ( ów walec
), następnie kazał się położyć, pod głowę podłożył poduszkę i jakąś podkładkę pod pośladki i nogi.Po chwili przyszedł lekarz, zbadał, zapytał o ewentualne skutki uboczne teleterapii, dokonał pomiaru pochwy i włożył nażelowany aplikator, zapytał czy czuję opór i powiedział, że tak mam leżeć nieruchomo (mogłam poruszać rękami) ok. 1 godziny. Następnie zawieziono mnie (z tym stołem, na którym leżałam) do pomieszczenia z tomografem, tomograf zrobił zdjęcia i przewieziono mnie z powrotem do pierwszego pomieszczenia, przykryto taką narzutką, zgaszono światło i powiedziano, że mogę się zdrzemnąć
, oczywiście nieruchomo
! Wówczas opracowano plan leczenia, czyli dawki promieniowania. Trwało to mniej więcej godzinę, po czym technicy zawieźli mnie do bunkra, podłączyli aplikator do aparatu, powiedzieli jakie odgłosy wydaje maszyna i wyszli. Napromienianie trwało ok 10 minut, na jego początku poczułam lekkie ukłucia, pewnie znowu ta blizna kikuta pochwy
. Po zakończeniu zawieziono mnie z powrotem do pierwszego pomieszczenia, wyjęto aplikator i mogłam wyjść i się ubrać. Ustalono też termin następnego zabiegu: za tydzień 19 sierpnia.
. Zacznę od tego, że "Affidea" w Koszalinie zapewnia bezpłatny transport na radioterapię, co mnie akurat urządza, bo nie mam samochodu, ani bezpośredniego pociągu, a do Koszalina jest ode mnie 150 km. No więc kierowca przyjechał po mnie o 7:30 i chciał, by mnie naświetlono wcześniej, niż o 11-tej, jak było zaplanowane, bo miał jeszcze odwieźć ludzi do Grudziądza, a mnie zabrać z powrotem po drodze. Gdy przyjechaliśmy, okazało się, że jeden z aparatów uległ awarii i nie mogą mnie wziąć wcześniej, musiałam czekać. No to kierowca "zapakował" ludzi i pojechał do Grudziądza ( 3 godziny jazdy!). Tymczasem awarię dość szybko usunięto i o 13:15 byłam już wolna, niestety musiałam czekać aż kierowca wróci z Grudziądza
wrócił po 18-ej i dopiero mogliśmy wyjechać z Koszalina. W efekcie byłam w domu ok 21-ej, piekielnie zmęczona i zła
Naprawdę żałuję, że nie załatwiłam sobie tej radioterapii w Szczecinie, dokąd mam dogodny dojazd pociągiem (75 km). Cóż "Polak mądry po szkodzie" . Mam nadzieję, że następny wyjazd do Koszalina będzie mniej uciążliwy
.
dobrze że opisałaś tak dokładnie jak to było u Ciebie ,mnie nigdzie nie wozili wszystko było na miejscu ,może IO w Gliwicach jest nowszy nie wiem ,ale cieszę się że pierwsze brachy poszły dobrze ,szkoda tylko że z dojazdem miałaś takie kłopoty ,bo jednak po naświetlaniach człowiek trochę jest zmęczony ,a Ty jeszcze musiałaś czekać tyle godz na dowóz do domu ,ale mam nadzieję że drugi raz już będzie lepiej ,co do mojego wyniku to lekarz wykluczył podejrzenie przerzutu
pozdrawiam Cię kochana i zdrówka życzę buziaczki Maria 
Ale co dalej z Twoją nogą? Próbowałaś gimnastyki ? Może jakieś masaże? Czytałam gdzieś, że dobrze jest układać nogi wyżej, niż linia bioder i np podwyższyć łóżko od strony nóg na wysokość grubej książki.


Powrót do Radioterapia, brachyterapia, chemioterapia
Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość