Puchnięcie po operacji - ASAJ75
Dzień dobry! Cześć!
Proszę pomóżcie! Jestem tydzień po operacji, nawet nie czuję się bardzo źle, ale po usunięciu węzłów chłonnych dramatycznie puchnę.
Ale może po kolei, napiszę parę słów o sobie.
Mam 47 lat. W listopadzie’21 podczas wyprawy do Pragi z mężem i znajomymi dramatycznie zakrwawiłam, aż skończyło się na 3 dniach w pieluchomjtkach. Szybka wizyta u ginekologa, wysunęła się Mirena, mięśniak 2 cm, który miałam od 10 lat podrósł, skierowanie do szpitala. Wykonano abrazję, zbadano wycinki, wszystko ok, ale dużo polipów, więc warto usunąć macicę i jajowody. W grudniu szybko podjęłam decyzję, a w marcu operacja laparoskopowo, znów wycinki do zbadania, na które czekałam aż 7 tygodni( podobno brakuje patomorfologów i nie wyrabiają z robotą).
Telefon ze szpitala, „proszę przyjść dziś na 12”, wiedziałam że usłyszę o raku, bo szpital sam bez powodu nie dzwoni.
No i tak , w trzonie macicy guz 6 cm( 4 miesiące wcześniej nikt go nie widział), bardzo złośliwy G3, ale macica cała usunięta, jajowody też, więc szkodnika nie ma już we mnie, ale,,,lekarz nie dowierza, proponuje pobrać bloczki z wycinkami, zawieźć do innego ośrodka i jeszcze raz zbadać. W perspektywie usuwanie jajników i węzłów, radio i chemioterapia. Jestem w totalnej rozsypce, na zmianę płaczę, nie dowierzam, wściekam się, zamierzam walczyć, a za mną rodzina( mąż od 26 lat ten sam kochany i dwie córki- 22 i 15 lat). Kolejne 2,5 tygodnie czekam, wynik ten sam. Po drodze tomografia- jest czysto. PET- powiększone węzły we wnękach płuc, dwa zaotrzewnowe. W oczekiwaniu na operację zaczynam badać płuca- podejrzenie sarkoidozy- „mój” rak nie przerzuca się od razu do płuc. Ale sarkoidoza nie jest teraz problemem do leczenia na już, onkologiczne sprawy są ważniejsze. I tak- 5.07 usunięto mi w Poznaniu robotem Da Vinci jajniki i wiele węzłów okołoaortalnych i biodrowych. Po 3 dniach byłam w domu, wiadomo obolała, ale szczęśliwa. Leczenie ruszyło, za jakiś czas będę zdrowa, bardzo w to wierzę, bo rak złapany wcześnie, chemii i radio jakby co się nie boję, będzie ciężko ale dam radę. Wygoję się i leczę się dalej.
Z tym że tu i teraz mnie zaskoczyło- po 3 dniach zaczęłam puchnąć. Najpierw nad biodrem prawym, potem cały brzuch. Potem samo biodro. A w końcu spuchły mi genitalia, wyglądam jakby mi je przeszczepiono od słonicy. Chodzę na rozstawionych nogach jak kowboj. Ponadto są sinofioletowe, podbiegnięte krwią, A potem przeszło na wnętrze ud. Czuję się jak wodny materac, jak nacisnę siebie w jednym miejscu to chłonka przesuwa się w inne miejsce. Na oddziale nikt mi o tym nie powiedział, jak zadzowniłam to lekarz dyżurny skwitował ze to normalne i kiedyś przejdzie. Liczę jutro podczas ściągania szwów, że ktoś mi to obejrzy i poradzi jak z tym żyć. Bo już trochę wiem, że trzeba masować, ale nie wiem jak- wszystko w necie dotyczy kobiet po mastektomii. Nie chcę sobie zaszkodzić. Staram się głęboko oddychać, spaceruję, troszkę macham nogami, wspinam się na palce, robię lekkie skłony, ale raczej bez sukcesów. Mam też wrażenie że sprawa przybiera na sile, gdy wstrzyknę sobie heparynę- dostałam na 20 dni, wtedy nagle zaczynam przybierać jeszcze więcej, krew rzadsza, więc i chłonka szaleje🤬😢.
Drogie Panie i Dziewczęta, proszę, napiszcie o swoich doświadczeniach. Pomóżcie jakoś, nawet zasugerujcie o co pytać na jutrzejszej wizycie.
Znalazłam wpis sprzed 9 lat niejakiej SYLWII, ale tam nic nie było o zmianie koloru skóry i mam nadzieję, że od tamtej pory świat który poszedł do przodu i ma już na to jakieś lekarstwo…
Dobrego popołudnia!
Proszę pomóżcie! Jestem tydzień po operacji, nawet nie czuję się bardzo źle, ale po usunięciu węzłów chłonnych dramatycznie puchnę.
Ale może po kolei, napiszę parę słów o sobie.
Mam 47 lat. W listopadzie’21 podczas wyprawy do Pragi z mężem i znajomymi dramatycznie zakrwawiłam, aż skończyło się na 3 dniach w pieluchomjtkach. Szybka wizyta u ginekologa, wysunęła się Mirena, mięśniak 2 cm, który miałam od 10 lat podrósł, skierowanie do szpitala. Wykonano abrazję, zbadano wycinki, wszystko ok, ale dużo polipów, więc warto usunąć macicę i jajowody. W grudniu szybko podjęłam decyzję, a w marcu operacja laparoskopowo, znów wycinki do zbadania, na które czekałam aż 7 tygodni( podobno brakuje patomorfologów i nie wyrabiają z robotą).
Telefon ze szpitala, „proszę przyjść dziś na 12”, wiedziałam że usłyszę o raku, bo szpital sam bez powodu nie dzwoni.
No i tak , w trzonie macicy guz 6 cm( 4 miesiące wcześniej nikt go nie widział), bardzo złośliwy G3, ale macica cała usunięta, jajowody też, więc szkodnika nie ma już we mnie, ale,,,lekarz nie dowierza, proponuje pobrać bloczki z wycinkami, zawieźć do innego ośrodka i jeszcze raz zbadać. W perspektywie usuwanie jajników i węzłów, radio i chemioterapia. Jestem w totalnej rozsypce, na zmianę płaczę, nie dowierzam, wściekam się, zamierzam walczyć, a za mną rodzina( mąż od 26 lat ten sam kochany i dwie córki- 22 i 15 lat). Kolejne 2,5 tygodnie czekam, wynik ten sam. Po drodze tomografia- jest czysto. PET- powiększone węzły we wnękach płuc, dwa zaotrzewnowe. W oczekiwaniu na operację zaczynam badać płuca- podejrzenie sarkoidozy- „mój” rak nie przerzuca się od razu do płuc. Ale sarkoidoza nie jest teraz problemem do leczenia na już, onkologiczne sprawy są ważniejsze. I tak- 5.07 usunięto mi w Poznaniu robotem Da Vinci jajniki i wiele węzłów okołoaortalnych i biodrowych. Po 3 dniach byłam w domu, wiadomo obolała, ale szczęśliwa. Leczenie ruszyło, za jakiś czas będę zdrowa, bardzo w to wierzę, bo rak złapany wcześnie, chemii i radio jakby co się nie boję, będzie ciężko ale dam radę. Wygoję się i leczę się dalej.
Z tym że tu i teraz mnie zaskoczyło- po 3 dniach zaczęłam puchnąć. Najpierw nad biodrem prawym, potem cały brzuch. Potem samo biodro. A w końcu spuchły mi genitalia, wyglądam jakby mi je przeszczepiono od słonicy. Chodzę na rozstawionych nogach jak kowboj. Ponadto są sinofioletowe, podbiegnięte krwią, A potem przeszło na wnętrze ud. Czuję się jak wodny materac, jak nacisnę siebie w jednym miejscu to chłonka przesuwa się w inne miejsce. Na oddziale nikt mi o tym nie powiedział, jak zadzowniłam to lekarz dyżurny skwitował ze to normalne i kiedyś przejdzie. Liczę jutro podczas ściągania szwów, że ktoś mi to obejrzy i poradzi jak z tym żyć. Bo już trochę wiem, że trzeba masować, ale nie wiem jak- wszystko w necie dotyczy kobiet po mastektomii. Nie chcę sobie zaszkodzić. Staram się głęboko oddychać, spaceruję, troszkę macham nogami, wspinam się na palce, robię lekkie skłony, ale raczej bez sukcesów. Mam też wrażenie że sprawa przybiera na sile, gdy wstrzyknę sobie heparynę- dostałam na 20 dni, wtedy nagle zaczynam przybierać jeszcze więcej, krew rzadsza, więc i chłonka szaleje🤬😢.
Drogie Panie i Dziewczęta, proszę, napiszcie o swoich doświadczeniach. Pomóżcie jakoś, nawet zasugerujcie o co pytać na jutrzejszej wizycie.
Znalazłam wpis sprzed 9 lat niejakiej SYLWII, ale tam nic nie było o zmianie koloru skóry i mam nadzieję, że od tamtej pory świat który poszedł do przodu i ma już na to jakieś lekarstwo…
Dobrego popołudnia!




i cierpliwości Ci życzę, żebyś dała radę zwłaszcza w te upały 
łącznie z wynikami