Cześć,
Mam 9 cm w ścianie macicy. Nie daje on żadnych objawów, czuję się i funkcjonuję normalni Mam 46 lat, jestem przed menopauzą, miesiączkuję regularnie.
Niemniej kierowana jestem na nadszyjkową amputację trzonu macicy. Metodą klasyczną - laparotomia, bo laparoskopowo się podobno nie da. Nikt nie proponuje samego wyłuszczenia mięśniaka - jest to tłumaczone tym że operacja taka jest technicznie znacznie trudniejsza i ryzykowna przy tak dużyme. guzie. W sumie się zdecydowałam na tę histerektomię bo straszą mnie martwicą tego mięśniaka, zagrażającym życiu krwotokom itp Dla mnie to tragedia, bo tak jak wspominałam czuję się dobrze i funkcjonuję normalnie - po operacji tak nie będzie. Operacja jest duża, obarczona niemałym ryzykiem. No i martwię się jak będzie wyglądać moje życie po. Zakładając że wszystko się uda. Martwi mnie wpływ na aktywność fizyczną, doznania seksualne, przybieranie na wadze, kłopoty z pęcherzem, jelitami. Czy po tym da się w o ogóle żyć jak wcześniej? Jestem aktywna, podróżuję, wędruję po górach itp.
Jest jeszcze coś - lekarz zlecił mi biopsję endometrium - dla bezpieczeństwa pododno żeby upewnić się że nie ma komórek nowotworowych. Miałam kilka dni temu czekam na wynik. Ale widzę podejście, że może za jednym zamachem usunąć jajniki oraz szyjkę - tak dla bezpieczeństwa, nawet jeśli w wyniku będą zmiany atypowe ale nie nowotworowe.
Czuję się bardzo przytłoczona tym wszystkim. Takim podejściem do bardzo inwazyjnych zabiegów. Bo od mięśniaka przechodzimy nagle do usuwania jajników. Opcja usuwajmy wszystko bo tak łatwiej i bezpieczniej jakoś mi się w głowie nie mieści. Mam wrażenie, że to wszystko idzie za daleko i trochę jestem straszona na wyrost, A może nie mam racji?.
Napiszcie proszę jakie są wasze doświadczenia i może ewentualnie doradźcie coś? co mogę jeszcze zrobić żeby nie wpakować się niepotrzebnie w nieodwracalne w skutkach zabiegi a jednoczesne pozostanie bezpieczną


