Operacja za 6 dni - chciałam się podzielić swoją historią
Chciałam się podzielić moją historią.
Może troszkę mi ulży gdy to napiszę, bo jest mi niezwykle ciężko.
Mam 35 lat. Choruje na zanik mięśni. Poruszam się na wózku.
Zawsze byłam gruba bo jedzenie dla moich rodziców to niemal religia. Trochę ich winię za to bo już jako małe dziecko karmili mnie np słoniną... Ale to mały żal, bo poza tym rodzicami byli cudownymi.
Nigdy nie miałam miesiączki, ale wtedy się z tego cieszyłam bo w moim stanie miesiączka to przekleństwo.
PCOS, insulinooporność byly ze mną od kiedy pamiętam.
10 lat temu poznałam mojego Męża, schudłam sporo. Zaczęłam być szczęśliwa. Miesiączek nadal nie było ale nadal był to powód radości. Nie myślałam o tym.
Jakieś 7 lat temu zaczęłam plamić po seksie. Lekarz niczego złego nie stwierdził. Uznał że to wahania hormonalne i dał tabletki antykoncepcyjne. Było ok. Brałam je około 5 lat. W październiku 2018 dostałam okresu w połowie opakowania tabletek. Lekarz kazał odstawić tabletki i wrócić po 3 miesiącach ale do innych. Tak się stało. W lutym 2019 zaczęłam brać inne tabletki ale już przy pierwszym opakowaniu zaczęła boleć mnie noga. SOR, podejrzenie zakrzepicy, niestwierdzone ale zakaz dalszej antykoncepcji.
Po odstawieniu zaczęłam tyć jak głupia. Pojawiło się łojotokowe zapalenie skóry, skoki ciśnienia, problemy z wątroba, i dużo innych dolegliwości. Okres nie przyszedł. Jakieś 8 miesięcy później pod koniec 2019 zaczęłam plamić. Najpierw po seksie, potem co jakiś czas aż w końcu stale.
Luty 2019 diagnoza przerost endometrium i skierowanie do szpitala. 17 lutego miałam pierwsze łyżeczkowanie. Wyszłam ze szpitala i czekałam na wynik w przyszedł covid, szpital zamknięto i informowano mnie wielokrotnie, że jeśli w wyniku będzie cokolwiek złego wyślą mi list polecony. Po miesiącu nic nie przyszło więc dzwoniłam tam znowu. I podczas jednej rozmowy dowiedziałam się że wyniku mi prze tel nie przeczytają bo rodo ale mogą powiedzieć że lekarz nie zakwalifikowal do wysłania więc jest ok. Cieszyłam się.
Lekarz mówił że jeśli wynik będzie ok założymy wkładkę aby nie dopuścić do wzrostu endometrium znowu ale covid...
W połowie czerwca, podczas seksu, zaczęłam krwawić. Od razu wiedziałam co to. Ponownie diagnoza przerostu endometrium i skierowanie do szpitala. Nie udzielono zgody abym mogła być w szpitalu z Mężem pomimo tego że wymagam stałej opieki i pomocy we wszystkim. Motywowali decyzję tym że inne kobiety nie miałyby zapewnionego godnego pobytu ale 4 miesiące wcześniej gdy Mąż był tam że mną od 7 do 23 nikt nie odczuł że cokolwiek godzi w jego godność. Zapytałam zatem jak mi zapewnia godny pobyt, taki, żebym nie wyszła z odleżynami na przykład. Dostałam odpowiedź, że teoretycznie muszą mi taką opiekę zapewnić no ale pielęgniarek jest mało więc wyjdzie w praniu jak to będzie....
Dla mnie to trauma. Ale czekałam na wezwanie do szpitala. Przypominałam się. Nic. Zero.
Z tego powodu zdecydowałam się na zabieg prywatnie i przeszłam go 7.10. Tam Mąż był że mną, nawet na sali operacyjnej przy przygotowywaniu i odbiorze po zabiegu.
10 dni później dostałam telefon z informacją że wynik jest zły: przerost endometrium z atypią. Czeka mnie operacja.
Załamałam się. Jestem młodą osobą. Nie chcę być pozbawioną libido, humorzasta baba. A terapii zastępczej nie mogę bo zakrzepica...
Tak bardzo kocham mojego Męża. On tyle dla mnie robi. Seks to jedna z niewielu rzeczy która mogę mu dać. To dla mnie podwójnie ważne - jako część życia, związku, miłości, i coś co właśnie mogę Mężowi ofiarować. Możecie się śmiać ale to naprawdę dla mnie bardzo ważne.
Boje się też że już nie schudnę, że bez hormonów moje życie się zawali.
Mam nadzieję że uda mi się wynegocjować chociaż te jajniki bo podobno jest szansa. Ale boje się nietrzymania moczu i innych rzeczy.
Na dodatek Mąż pojechał po tamten wynik. Nie wydali, chociaż w lutym wypełniłam dokumenty, że Mąż ma do tego prawo. Dlaczego nie wydali? Bo wynik jest zły.... Już wtedy była ta atypia. I nikt mi tego nie wysłał, nikt nie wypełnił obietnicy. Potem ktoś zapewnił mnie że wynik jest dobry. A ja siedziałam w domu chowając się przed wirusem.
A teraz oni ściągali mnie tam osobiście, żeby mi to wydać i na rozmowę z lekarzem. A lekarz powiedział tyle: "oto pani wynik, proszę się z nim zgłosić do swojego lekarza". Koniec.
Jestem wściekła, rozżalona, załamana. Bo straciłam 8 miesięcy. Mogłam przejść operację w stanie względnego spokoju epidemicznego.
Mogłam od razu wyciąć co trzeba zamiast przechodzić znowu łyżeczkowanie i płacić za to kilka tysięcy złotych.
Teraz przede mną znów wydatek kilkunastu tysięcy bo operację też muszę zrobić prywatnie....
Jest mi straszliwie źle z tym wszystkim 😢 Bardzo się boję.
Może troszkę mi ulży gdy to napiszę, bo jest mi niezwykle ciężko.
Mam 35 lat. Choruje na zanik mięśni. Poruszam się na wózku.
Zawsze byłam gruba bo jedzenie dla moich rodziców to niemal religia. Trochę ich winię za to bo już jako małe dziecko karmili mnie np słoniną... Ale to mały żal, bo poza tym rodzicami byli cudownymi.
Nigdy nie miałam miesiączki, ale wtedy się z tego cieszyłam bo w moim stanie miesiączka to przekleństwo.
PCOS, insulinooporność byly ze mną od kiedy pamiętam.
10 lat temu poznałam mojego Męża, schudłam sporo. Zaczęłam być szczęśliwa. Miesiączek nadal nie było ale nadal był to powód radości. Nie myślałam o tym.
Jakieś 7 lat temu zaczęłam plamić po seksie. Lekarz niczego złego nie stwierdził. Uznał że to wahania hormonalne i dał tabletki antykoncepcyjne. Było ok. Brałam je około 5 lat. W październiku 2018 dostałam okresu w połowie opakowania tabletek. Lekarz kazał odstawić tabletki i wrócić po 3 miesiącach ale do innych. Tak się stało. W lutym 2019 zaczęłam brać inne tabletki ale już przy pierwszym opakowaniu zaczęła boleć mnie noga. SOR, podejrzenie zakrzepicy, niestwierdzone ale zakaz dalszej antykoncepcji.
Po odstawieniu zaczęłam tyć jak głupia. Pojawiło się łojotokowe zapalenie skóry, skoki ciśnienia, problemy z wątroba, i dużo innych dolegliwości. Okres nie przyszedł. Jakieś 8 miesięcy później pod koniec 2019 zaczęłam plamić. Najpierw po seksie, potem co jakiś czas aż w końcu stale.
Luty 2019 diagnoza przerost endometrium i skierowanie do szpitala. 17 lutego miałam pierwsze łyżeczkowanie. Wyszłam ze szpitala i czekałam na wynik w przyszedł covid, szpital zamknięto i informowano mnie wielokrotnie, że jeśli w wyniku będzie cokolwiek złego wyślą mi list polecony. Po miesiącu nic nie przyszło więc dzwoniłam tam znowu. I podczas jednej rozmowy dowiedziałam się że wyniku mi prze tel nie przeczytają bo rodo ale mogą powiedzieć że lekarz nie zakwalifikowal do wysłania więc jest ok. Cieszyłam się.
Lekarz mówił że jeśli wynik będzie ok założymy wkładkę aby nie dopuścić do wzrostu endometrium znowu ale covid...
W połowie czerwca, podczas seksu, zaczęłam krwawić. Od razu wiedziałam co to. Ponownie diagnoza przerostu endometrium i skierowanie do szpitala. Nie udzielono zgody abym mogła być w szpitalu z Mężem pomimo tego że wymagam stałej opieki i pomocy we wszystkim. Motywowali decyzję tym że inne kobiety nie miałyby zapewnionego godnego pobytu ale 4 miesiące wcześniej gdy Mąż był tam że mną od 7 do 23 nikt nie odczuł że cokolwiek godzi w jego godność. Zapytałam zatem jak mi zapewnia godny pobyt, taki, żebym nie wyszła z odleżynami na przykład. Dostałam odpowiedź, że teoretycznie muszą mi taką opiekę zapewnić no ale pielęgniarek jest mało więc wyjdzie w praniu jak to będzie....
Dla mnie to trauma. Ale czekałam na wezwanie do szpitala. Przypominałam się. Nic. Zero.
Z tego powodu zdecydowałam się na zabieg prywatnie i przeszłam go 7.10. Tam Mąż był że mną, nawet na sali operacyjnej przy przygotowywaniu i odbiorze po zabiegu.
10 dni później dostałam telefon z informacją że wynik jest zły: przerost endometrium z atypią. Czeka mnie operacja.
Załamałam się. Jestem młodą osobą. Nie chcę być pozbawioną libido, humorzasta baba. A terapii zastępczej nie mogę bo zakrzepica...
Tak bardzo kocham mojego Męża. On tyle dla mnie robi. Seks to jedna z niewielu rzeczy która mogę mu dać. To dla mnie podwójnie ważne - jako część życia, związku, miłości, i coś co właśnie mogę Mężowi ofiarować. Możecie się śmiać ale to naprawdę dla mnie bardzo ważne.
Boje się też że już nie schudnę, że bez hormonów moje życie się zawali.
Mam nadzieję że uda mi się wynegocjować chociaż te jajniki bo podobno jest szansa. Ale boje się nietrzymania moczu i innych rzeczy.
Na dodatek Mąż pojechał po tamten wynik. Nie wydali, chociaż w lutym wypełniłam dokumenty, że Mąż ma do tego prawo. Dlaczego nie wydali? Bo wynik jest zły.... Już wtedy była ta atypia. I nikt mi tego nie wysłał, nikt nie wypełnił obietnicy. Potem ktoś zapewnił mnie że wynik jest dobry. A ja siedziałam w domu chowając się przed wirusem.
A teraz oni ściągali mnie tam osobiście, żeby mi to wydać i na rozmowę z lekarzem. A lekarz powiedział tyle: "oto pani wynik, proszę się z nim zgłosić do swojego lekarza". Koniec.
Jestem wściekła, rozżalona, załamana. Bo straciłam 8 miesięcy. Mogłam przejść operację w stanie względnego spokoju epidemicznego.
Mogłam od razu wyciąć co trzeba zamiast przechodzić znowu łyżeczkowanie i płacić za to kilka tysięcy złotych.
Teraz przede mną znów wydatek kilkunastu tysięcy bo operację też muszę zrobić prywatnie....
Jest mi straszliwie źle z tym wszystkim 😢 Bardzo się boję.
. Ciężko cokolwiek radzić w tak trudnej sytuacji, w jakiej się znajdujesz. Dobrze, że się wygadałaś i wywaliłaś swój żal. Masz wspaniałego męża, który jest prawdziwym przyjacielem. To Twój skarb. Tu na forum przewinęło się wiele przeróżnych przypadków lżejszych, cięższych i bardzo ciężkich. Jedno jest pewne... wsparcie, jakie płynie od naszych Kobietek jest bezcenne. Żadna nie pozostaje ze swoimi problemami sama. Co do operacji w czasie epidemii to mogę powiedzieć, że bardzo są przestrzegane zasady sanitarne. Moja synowa jest świeżo po porodzie, a siostrzeniec po operacji. Chyba szybciej można zarazić się w sklepie, gdzie wiele osób olewa zagrożenie wirusowe. Całe szczęście, że masz możliwości na świadczenia płatne. Chociaż wiadomo, że lepiej by było inaczej. Pozostawienie jajników w młodym wieku to bardzo ważna sprawa, jeśli na nich nic nie ma. Natomiast spadek libido, nietrzymanie moczu czy tycie to sprawa bardzo indywidualna i nie jest regułą.


).
. Dzięki Syrenkom oswoisz "wroga" i świetnie przygotujesz się do operacji "rzeczowo
" oraz psychicznie. Pytaj o wszystko, o co będziesz chciała i pisz o wszystkim, o czym będziesz chciała 
. 

powodzenia!