
Forum nie zastępuje lekarza. Nie traktuj rad jako diagnozy.








Nereczka przeszczepiona, hula jak szalona. Jakie to boskie uczucie iść do WC i wysikać się normalnie bez myślenia, że trzeba jeszcze ochędożyć Wacka
Moje szczęście nie zna granic
Ale od początku: trafiłam do kliniki planowo - w zeszły poniedziałek. Miałam iść pod nóż już na drugi dzień jako pierwsza. Byłam przygotowana do operacji, nawet dostałam głupiego Jasia. Ale podczas obchodu (...........) stwierdził, że jednak wstrzymamy się do jutra z zabiegiem, bo chciałby mnie jeszcze skonsultować z nefrologiem. Ja oczywiście z żalu poryczałam się strasznie, bo przecież czekałam na tą operację jak na zbawienie. Potem okazało się, że kolejny raz Bóg nade mną czuwa. A to dlatego, że pierwotnie środowisko lekarskie było za.... usunięciem nerki. Po prostu zabieg ginekologiczny okazał się tak rozległy, że nie wiedzieli czy będzie możliwość przeszczepu ze względu na poskracane podczas poprzedniej operacji naczynia i żyły. A to istotnie dla przeszczepu. Na szczęście Pani nefrolog po rozmowie ze mną uznała, że szkoda jest usuwać jednak wydolną nerkę, jakkolwiek by nie była zmasakrowana i ze 100% pewnością zakwalifikowała mnie do przeszczepu. W środę wzięli mnie po prostu z marszu. Wszedł obchód, hasło: dziewczynka idzie dzisiaj. A ja?? Haha - tym razem popłakałam się, ale ze strachu. Tak długo czekałam na ten moment, a w drodze na salę operacyjną ryczałam jak bóbr. Na szczęście Panie anestezjolożki widząc, że jestem w takim stanie pogłaskały po główce, uraczyły dobrym słowem i uśpiły zanim cokolwiek zaczęto przy mnie robić. A potem... Obudziłam się, aż z 4 Wackami - drenami (!), ale tym razem wiedziałam, że to tylko tymczasowe. 2 doby po operacji głównie przespałam. Jak nieco doszłam do siebie moja kochana pani doktor wszystko mi wytłumaczyła jak dziecku. Operacja była długa i ciężka. Trwała aż 6 godzin. Jak mnie otworzyli - okazało się, że w środku wyglądałam tak, jakby mi ktoś do środka wpuścił granat - to są słowa pani doktor. Masa stanów zapalnych, gigantyczne zrosty i dokumentacja medyczna zupełnie nie zgadzająca się z tym, co we mnie zobaczyli. Opisywała mi całą operację, ale tego już Wam oszczędzę. Najważniejsze, że się udało. Przy okazji wyszło na jak, powstały moje kłopoty. To nie było przecięcie moczowodu. Podczas poprzedniej operacji lekarze.... pomylili się. Zamiast zacisnąć mi żyłę jajnikową, zacisnęli mi moczowód... Masakra... Ale już tego nie roztrząsam. Natomiast teraz zajmę się szukaniem dobrego adwokata, ponieważ uznałam, że będę się ubiegać o odszkodowanie za utratę zdrowia z ego tytułu od Szpitala Kolejowego, gdzie mnie operowali ginekologicznie. A lekarzom z Kliniki jestem wdzięczna za to, że nie ukryli przede mną prawdy. I za to, że uczynili moje życie normalnym. A Wam Dziewczyny moje kochane będę do końca życia wdzięczna za wsparcie, trzymane mocno kciuki i modlitwę za mnie
Jak widzicie - w kupie siła - wszystkie dałyśmy radę. To sukces lekarzy, bo wykonali majstersztyk w swoim fachu (autoprzeszczep robili po raz pierwszy), mój - że to przetrwałam i nie zwariowałam, i Wasz - że dzięki Waszemu wsparciu można góry przenosić
KOCHAM WASSSSSSSSSSSSS!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!




Teraz masz dodatkowe zajęcie:po wypiciu kawy trzeba biec do kibelka

a tym bardziej pod nóż...

. I ja Cię kocham, mocno ściskam i gorąco pozdrawiam dzielna Dziewczyno



Jak można było dopuścić się tak karygodnej pomyłki
i cieszę się, że wreszcie 

jak ja się cieszę ... cudne wieści w tym całym koszmarze którzy zafundowali Ci lekarze, cudne bo jesteś wreszcie na dobrej drodze do zdrowia ...a partacze muszą za to odpowiedzieć koniecznie, nie odpuszczaj. A teraz wracaj szybko do zdrowia, wystarczy trosk, teraz masz być młodą, piękną, szczęśliwą i zdrową kobietą 

Powrót do Możliwe problemy po operacji usunięcia macicy
Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość